Przeskocz do treści

17

Wpadłam na chwilę, bo ciągle brakuje mi czasu. A nie da się po prostu być zaangażowanym na całego w wiele spraw, tylko nieustannie trzeba wybierać te konieczniejsze, te ważniejsze. No i wybieram raz lepiej raz gorzej. Ja nie umiem się nie angażować w całość, albo robię coś całą sobą albo wcale.I mam tego skutki - brak czasu 😉
Obiecuję sobie solennie, że od wtorku zwalniam, za tydzień w piątek chyba wezmę wolne i będę mieć dłuugi weekend na... czyszczenie politury moich mebli.
Jak widać poniżej w końcu dotarłam do zdjęć zakupionego kredensu oraz stołu z krzesłami. Wprawdzie jakoś mało wyraźne są, ale lepszy rydz jak nic. Nie wiem tylko czemu nie ma zdjęcia stołu, jakiś taki chochlik 😉
dobrego i radosnego weekendu 🙂

 

 

 

PS.
Mamy od soboty nowego lokatora - kotkę 2,5 miesięczną - znajdę, ale okazała się być chora na 'kocią grypę' i zaraziła nam starą kotkę. Młoda jest skacząca, biegająca i w ogóle życie z niej tryska, wraca do zdrowia, ale stara kocica kiepsko się ma, nie może coś się wykaraskać. Trzeci dzień karmię i poję ją na siłę, antybiotyki coś nie pomagają, chyba dziś znowu czeka nas wizyta u weterynarza :/ Tylko nie wiem jak to zrobić, bo dwie konferencje mam i muszę się dobrze przygotować, jak zwykle grafik się sypie...wrrrr... :/

16

Zdarzenie pierwsze.
Wczoraj spotkałam pewną dziewczynę - A., której nie widziałam od roku. Ucieszyłyśmy się jak dzieci, była i nieopisana radość i niemożliwa do zakończenia rozmowa.. po tym spotkaniu nie mogłam przestać o niej myśleć, frapowało mnie co się w niej zmieniło, bo coś się zmieniło. W trakcie wieczornej rozmowy z Onym dotarło do mnie co... zmieniły się jej oczy - które tryskały życiem i radością. Wzruszyłam się głęboko, bo jeszcze rok temu spędziłam wiele godzin przeganiając jej smutki. Dziś promienieje z niej życie.
Zdarzenie drugie.
Dziś, ledwo usiadłam i zabrałam się do kolejnego rozliczenia, a dzwoni telefon. To M., pracuje teraz nad doktoratem i wątpi w jego sens. Temat ma wielce ciekawy, bo o kobiecie. W mojej głowie burza, bo skąd ja niby mam to wiedzieć, zupełnie to nie moja dziedzina (ja po prostu lubię być 'tylko' kobietą ;-)), dlaczego ja mam jej uzasadniać sens tego w ujęciu literackim na dodatek? Podobno jej dobrze uzasadniłam, przynajmniej chce ze mną dyskutować dalej. A ja ostatnio mam kompleksy, że za mało czytam, że za mało się rozwijam, że niby jakiś zastój we mnie. A może to tylko moje subiektywne wrażenie? Inni odbierają mnie inaczej? Zdumiewa mnie to.
Najlepsze to to, że trudno mi ją wcisnąć w mój grafik czasowy, bo mam wszystko zaplanowane do wtorku na ścisk, a M. ma oddać uzasadnienie do wtorku. Znów rewolucja, ale po zdarzeniu pierwszym wiem, że warto, więc nastąpiła zmiana grafiku 😉
Zdarzenie trzecie.
Dostałam dziś smsa -  "Cieszę się, że Cie wczoraj widziałam. Tęsknię do następnego". To J., niby dziewczyna, niby kobieta 🙂
Życie jest piękne i piękna pogoda za mym oknem... słońce, złoto na drzewach i pod nogami, przyzwoita temperatura, czyli wyciągam dziś Onego na dłuuuugi spacer 🙂

31

Po przeczytaniu notki u Jelonki Ku większej świadomości jakoś nie mogę przestać myśleć nad wiedzą ludzi o halloween. Rozesłałam to emailem do moich znajomych, ale dalej wydaje mi się to za mało. Dziś znalazłam ciekawy artykuł, w którym najbardziej mnie poruszyło znaczenie dyni. Pozwalam sobie zacytować:

W starożytności, wydrążona i podświetlona dynia, umieszczona na domu wskazywała, że jego mieszkańcy czczą szatana i należą się im względy demonów. Dzisiejszy uśmiechnięty i wydawałoby się niegroźny wizerunek wydrążonej dyni to symbol potępionych dusz. Sprawa jest raczej prosta: masz dynie w oknie – czcisz szatana.

To tak dla porozmyślania nad tym co się dzieje wokół nas.
 
Teraz mogę się podzielić naszym weekendem 😉
W piątek zabrałam się za bigos (mój pierwszy, samodzielny) i wyszedł mi podobno przednio, przynajmniej tak mnie ściemniali ci, którym udało się skonsumować. Wprawdzie na sam koniec gotowania dopiero przypomniało mi się o dodaniu koncentratu pomidorowego, ale zdążyłam.
Sobota była sprawdzianem naszej małżeńskiej logistyki i komunikacji, ponieważ byliśmy na dniu skupienia, a późnym popołudniem i wieczorem przygotowywaliśmy niedzielny obiad. Ony musiał rano zagrzać bigos i dowieźć go w odpowiednie miejsce, a ja już byłam w innym miejscu. Sprzątanie, gotowanie i pieczenie wyszło nam znakomicie i nawet nie zajęło nam wiele czasu, jednak taka praca we dwoje to fajna sprawa i tyle przy tym śmiechu.
W niedzielę za szybko się ugotowały ziemniaki, ale ogólnie daliśmy radę i nawet dłużej pospaliśmy. Cieszę się jeszcze z jednej rzeczy, bo po raz pierwszy udało mi się połączyć rodzinę z naszymi najbliższymi przyjaciółmi na jednej imprezie. Do tej pory to jakoś mało wykonalne było, bo mam dużą rodzinę (24 osoby to niezbędne minimum) i zawsze dołączenie nawet kilku osób jest problemem.
Ogólnie rzecz podsumowując spisaliśmy się jako gospodarze naszych włości 😉
dobrej końcówki tygodnia życzę 😉