Przeskocz do treści

zastanawiam się czy ktokolwiek wie co człowiekowi w duszy gra??
czy sam człowiek wie co w nim jest... faktem jest, że fascynującą sprawą jest odkrywanie siebie, swojego ja, swojej osobowości.. że można się sobą zadziwić, czasem zachwycić a czasem przerazić tym co można znaleźć... człowiek odkrywa siebie cały czas, nieustannie, pojawiają się nowe osoby wokół, nowe sytuacje i człowiek po prostu się zmienia..
ostatnio obserwuję siebie jak widz w kinie, zdumiewają mnie moje odkrycia, poznawanie siebie, swojej kobiecości.. czuję się jak w wielkiej przygodzie, gdzie akcja toczy się wartko i nigdy nic nie wiadomo... dzięki temu poznawaniu czuję się pełniej kobietą, czuję się bardziej pewna siebie i swoich możliwości, fascynuje mnie jeszcze tyle nie odkrytych obszarów we mnie..  myślę, że dopiero wszystko najlepsze przede mną i nie mogę się doczekać ciągu dalszego... :-D

życie płata różne figle, zazwyczaj dość nie spodziewane... znów jestem na zakręcie i to w momencie kiedy miałam wrażenie chwytania wiatru w żagle, że wreszcie będę mogła spokojnie coś zaplanować, zrealizować trochę marzeń tych najbardziej ukrytych... cieszyłam się ta myślą całe 3 miesiące:-D
dziś muszę spokojnie znowu się zastanowić nad całością swojego życia, kolejny raz musze dokonać trudnych wyborów... może życie na tym polega? na nieustannym dokonywaniu trudnych wyborów.
Wielu wymaga ode mnie natychmiastowej odpowiedzi, których nie znam. Najbardziej mnie boli fakt, że są to osoby, które powinny być dla mnie oparciem, które powinny się wykazać próbą zrozumienia mnie... widocznie mam przez to przejść sama..

niemniej wiosennie się robi czyli z nadzieją w tle :-D

1

Dziś jadąc samochodem od Rodziców zdałam sobie sprawę jak wielki mam dar w postaci mojej rodziny! Nigdy specjalnie się nad tym nie zastanawiałam, a co za tym idzie nie doceniałam łączących nas więzi.

Mam czworo rodzeństwa, dwie siostry i dwóch braci, wszyscy są starsi bardziej i mniej, mają swoje rodziny. Mimo to udało nam się utrzymać więzi pomiędzy nami, pomimo wielu przeszkód, trudności, przetrzymywania niechęci drugich połówek itd.
Kochamy się i jesteśmy tego świadomi, umiemy ze sobą rozmawiać, spędzać czas, możemy na sobie polegać i zawsze prosić o pomoc. To ogromny dar, ale i równie wielka praca mojej mamy, bez jej wysiłku nie bylibyśmy ze sobą tak zżyci i z pewnością nasze więzi dawno "wilki' już by rozszarpały. Mama zawsze je łączy, klei...

Jak wiadomo poniżej znikałam na spory czas z blogowego świata, nawróciłam się po prostu. Nawróciłam się na nowo do Pana, odkryłam radość z życia w Jego obecności. Uaktywniłam, a raczej zostałam posłana do służby drugim.

Wysłuchiwanie innych, poznawanie ich życia, trudów, bólu zadawanego w rodzinach pozwoliło mi otworzyć oczy na moją rodzinę, na ten nieoceniony dar, który mam w zasięgu ręki. Myślę czasem, że ten dar po coś został mi dany... mogę dzięki temu świadczyć o rodzinie, o jej sile, o miłości, która trwa mimo wszystko..

ps. Pola udało mi się przed jajkami