Przeskocz do treści

1

 

Miłość jest uczuciem pozytywnym,  
uczuciem silnym, uczuciem tak prawdziwym,  
że dla kogoś kto kocha, wyzbycie się miłości  
jest tak samo niemożliwe, jak zamach na własne życie  
- powiedział Van Gogh, patrząc na delikatny  
woal fioletowych wzgórz, które błyszczały 
jak  śniedź w porannej poświacie słońca.  
 
- A zatem czym jest miłość?  - zapytał Mistrza młody uczeń.
- Całkowitą nieobecnością lęku - odpowiedział Mistrz, nie  odrywając wzroku od płótna.  
- A czego w życiu najbardziej się lękamy? 
- Miłości - odparł ponownie Mistrz,  
dając tym samym młodemu adeptowi  sztuki wiele do myślenia.

 

 roza  roza  roza  roza  roza  roza  roza  roza  roza

mam coś ostatnio nastrój jesienny... nie mam na chęci na nic, komputer wyłączony, wieczorem zasiadam pod kocykiem z dobra herbatą i książką, czasem obejrzę jakiś film... dobrze mi tak, że nic nie muszę... kiedyś często, by nie powiedzieć zawsze coś musiałam, cos mi kazano, teraz mam błogi spokój, przynajmniej na razie... mam więcej czasu na modlitwę, bez pośpiechu, bez biegu...
nawet powolutku myśli zaczynają mi się w końcu klarować, chyba powoli dojrzewam do podjęcia pewnych decyzji, które niekoniecznie będą miłe na początku ani dla mnie ani dla innych...
aczkolwiek coś jest ze mną nie tak...  jakoś nie czuję się w pełni sobą... czuję się jakbym wyszła z własnej skóry(?) hehe ale trafiło mi się określenie...
miłego popołudnia:)

1

tak wymyśliłam wczoraj, że te moje stany zachwiania wynikają z nieuporządkowania prawie każdej sfery mojego życia..

wiecie czym jest bałagan? brud, pełno śmieci, porozwalane różne przedmioty, ubrania, chaos, zapaćkane okna, brak ładu i składu... no to ja mam taki bałagan w życiu i trzeba wziąć się za porządki.. czekam września i obrony, by móc potem oddać się uporządkowaniu swego życia w każdej sferze, bycia konsekwentnym w swoich wyborach i decyzjach... odnalezienia harmonii w sobie i z sobą..

nieporządek i wynikająca z niego niepewność powoduje, że nie mogę rozwinąć skrzydeł ani duchowych ani emocjonalnych.. brud powoduje że zza szyb mego serca nie widać piękna świata, nie moge spojrzeć w dal, wyznaczyć celu... a teraźniejszość wydaje się być męcząca, apatyczna, nieciekawa, bo komu by się chciało pięknie żyć, gdy ma się bałagan w życiu, nawet myśli wtedy trudno zebrać..

pobrałam kiedyś najlepszą szkołę w tych sprawach u Sióstr Zawierzanek na rekolekcjach ignacjańskich (tu szczegóły https://www.zawierzanki.pl ) - to był jeden z najlepszych czasów jaki mi w życiu się zdarzył 🙂

wiem, że dam radę.. że posprzątam siebie i teren wokół siebie.. w końcu jeśli nie ja to kto?:) z TAKIM Pomocnikiem:)

2

wiem, wiem, przegiełam z nieobecnością na maksa;) nieracjonalnych powodów brak:) racjonalnych jest tak mnogo, że odpuszczę sobie ich pisanie:)

z netu prawie nie korzystam... pisze pracę dyplomową i pewnie jeszcze zajmie mi to tydzień... w czwartek zapomniałam telefonu z pracy, a w piątek w niej nie byłam, więc dopiero mój padnięty telefon odzyskałam dziś... a na dodatek zapomniałam wziąć z domu ładowarkę;)

jeejuu... jaka ja zakręcona jestem... ostatnio wątpię czy pozytywnie:)

oczywiście w piątek /gdy nie miałam telefonu/ zadzwonili w sprawie pracy...hehe...

RELACJA: telefon dzwoni do upadłego, koleżanka w końcu decyduje się odebrać, pani gładko tłumaczy w czym rzecz o pracy-podaje numer telefonu i czeka na mój....koleżanka dzwoni do mojej mamy, mama do mojej siostry, siostra do swego syna, a syn truchtem przez pół miasta ze swoim telefonem do mnie:))) ja wykonuję telefon, okazuje się, że brak mi doświadczenia w kontroli, ale mam składać papiery na inne stanowisko, bo oni chętnie mnie przyjmą:)))) oddaję z uśmiechem telefon siostrzeńcowi i radością oddaję się dalszemu niebytowi telefonicznemu:)))

wiecie najgorsze, że nie mam nigdzie spisanych numerów i chciałam smski powysyłać, a nie miałam gdzie:)) dziś spisuję!:)

wczoraj miałam jak ja to po swojemu nazywam kryzys osobowościowy... płakałam bez powodu albo lepiej bez wyraźnego powodu... najtrudniejsze było to, że miałam ową płaczliwą zachciewajkę przy Onym, który nie wiedział co mi jest, a ja nie umiałam mu wytłumaczyć dlaczego płaczę... nie lubię tego u siebie... w końcu tak mnie przytulał i pocieszał, że... usnął:)))

w ogóle jakiś dziwny, trudny do nazwania mam stan... zarówno ciała jak i ducha...

to tyle skromnych wieści z mego niebytu;)))