prawie na wszystkich moich frontach życiowych, że trudno czasem ogarnąć całość 😉
z frontu domowego - projekt mój powoli idzie do przodu, aczkolwiek nie tak szybko jakbym chciała, cóż nie można mieć wszystkiego od razu, bo spać też trzeba 😉
Kuchnia opustoszała całkowicie, a w zasadzie przeniosła się teraz do pokoju i przedpokoju, farbę już mamy, ściany nawet przygotowane, teraz tylko pomalować pozostało. W międzyczasie wymyśliłam, że przemaluję jedną szafkę - a'la kredens - i nie pozostaje mi nic innego jak zabrać się do dzieła 🙂
W niedzielę mamy gości, więc mam nadzieję, że wyrobimy się do tego czasu i tym sposobem nie będzie wielkich opóźnień w projekcie. Gdyby jednak się nie udało to goście będą podziwiać mieszkanie w stanie rozpadu... haha 😉
z frontu wspólnotowego - trwają seminaria, a w zasadzie są w decydującej fazie, na których posługuję i czasu zabierają mi teraz co niemiara. Warto jednak, bo równie dużo mi dają 🙂
A w ostatni weekend posługiwałam na Kursie Filip - tu dopiero się działo! To niesamowite widzieć jak Boża miłość przemienia ludzkie twarze, jak z kamiennych, smutnych oczu wytryskuje życie, radość.. człowiek od razu dostaje chęci na więcej, że warto poświęcić swój czas itd. Jeśli ktoś z Was ma ochotę nawiązać osobistą relację z Jezusem i doświadczyć Jego miłości to zapraszam na kurs 🙂
z frontu rodzinnego - tu się dzieje jeszcze więcej, ale to przemilczę 😉
radosnego, wiosennego tygodnia 🙂


