Przeskocz do treści

1

hmm.. nie mam na nic czasu... za dużo się dzieje..:-D można zawrotu głowy można dostaćlimo.... tracę znowu orientację w tym co się dzieje wokół mnie... brak mi rozeznania w moich uczuciach, myślach... przydałoby się trochę spokoju, samotności0:-)... może by tak uciec chwilowo z domu na małe co nieco i wrócić do równowagi:-D.... dobrze, że w pracy za to pełna równowaga, bo nijak nie da się jej stracić hehe...  intensywność mojego życia zaczyna mnie trochę przerastać, już zapomniałam co to intymność, prywatność..no może przesadzam, ale nawet w łazience zbyt długo posiedzieć nie mogę:-]
zaczynam "łapać" jak bardzo szybko mknie czas.... znów...tydzień za tygodniem.. niewiadomo kiedy, jak...
napisze w następnej notce historię jednej znajomości.... znajomości, która znów odżywa.. a ja nie wiem o co w końcu chodzi:-) i czy zadowalać się małym czy ...
jak dam radę to zamieszczę ją jeszcze dziś... 🙂
teraz praca wzywa.................:-)

miłego dzionka:))))))))))))))))))))))))))))))
buziaki

Rozsmakowałam się ostatnimi czasy w poznawaniu siebie, dociera do mnie świadomość własnej osoby i tego kim jestem. Piękny to dla mnie czas i o dziwo największe wsparcie otrzymuję teraz od mojej, osobistej mamy. Chyba dojrzała do tego, aby pozwolić mi "fruwać" o własnych skrzydłach. Dodatkowo, a może przede wszystkim, powróciłam do regularnej modlitwy, już zapomniałam jak wiele to ułatwia i porządkuje:)

Czasem czuję się jakbym stała przed otwartymi szeroko drzwiami, za którymi jest moja przyszłość, pełna możliwości, szans i niepewności. Nie ma we mnie lęku. Wiem, że nie mogę ich przekroczyć dopóki nie będę wiedzieć kim jestem.

Czuję jak łapię wiatr w skrzydła... i nie mogę się nadziwić - potrafię fruwać!
PS. Dość sporo myślałam, żeby zamknąć blog, piszę od dłuższego czasu jakieś nijakie notki, ale jeszcze spróbuję:) Może mnie już ominął brak weny twórczej. Na materiał nie narzekam, może właśnie zbyt wiele się dzieje?:)

1

świat się kręci a ja z nim, nie wiadomo co szybciej ja czy świat;)

w pracy jeszcze nie wiedzą że daję nogę, ponieważ jeszcze nie dostałam pisma, więc grzecznie siedzę i delikatnie sprzątam po sobie:) a pracy mam jeszcze hoho... nie lubię po sobie zostawiać niewyjaśnionych sytuacji i spraw... działam aż furczy;)

jutro mam malutką sesję fotograficzną do wcześniej wspomnianego już przeze mnie artykułu, który będzie w gazecie o mojej pasji:)

jeden front sobie odpuściłam - sercowy, przynajmniej na razie, pozornie niby jestem zaangażowana, ale mój umysł sobie odpuścił, gorzej z sercem, ale usilnie nad nim pracuję... a może byłoby lepsze trzasnąć drzwiami i powiedzieć 'do widzenia'? Nie wiem, nie umiem podejmować drastycznych decyzji, za dużo analizuję, oceniam szkody, najmniej licząc się sama ze sobą

Wielką frajdę sprawiają mi ostatnio dwie rzeczy:

po pierwsze odrywanie siebie, swoich darów, talentów, pasji, przyjemności... sama siebie zadziwiam... potrzebne mi to bardzo.. może w końcu uwierzę w siebie?

po drugie na nowo zakopałam się w poszukiwaniach genealogicznych - normalnie żyłka detektywa we odżyła

buziaki ślę