u mnie co tam dużo mówić: 'nieustanny leń blogowy' 🙂
na szczęście tylko blogowy. Pozablogowy raczej mi nie grozi, staram się jak mogę korzystać z pięknego maja, w końcu jeden z piękniejszych miesięcy 🙂 nie mogę tylko odżałować, że nie mam rowerku, ale za to mam nadzieję na kiedyś;) Bozia za to dała nogi i z nich korzystam dość często, zwłaszcza weekendowo:)
Wiadomo kobietą jestem, więc zmienna jestem. Ostatnio nawet często i dość skrajnie: od pełnego wyciszenia do równie pełnego rozhukania. Najgorszy jest brak całkowitej akceptacji siebie samego, a ostatnio odczuwam tego skutki. Staram się polubić siebie, poznać siebie jeszcze bardziej, ale wymaga to czasu, który jakby się kurczył.
Czuję się jakbym była w dziwnym zawieszeniu, jakbym na wiele spraw i sytuacji nie miała wpływu, jakby wiele było koło mnie... niby biorę udział w tym wszystkim, ale....
Kłębi się we mnie jeszcze (a może przede wszystkim) mój związek z Onym.... mam zupełny mętlik w głowie, zero pewności do naszego bycia razem... nie umiem powiedzieć: basta! w prawo albo lewo. Przez to sama dla siebie staję się mało wiarygodna:(
radosnego ostatniego majowego tygodnia 🙂