Przeskocz do treści

1

u mnie co tam dużo mówić: 'nieustanny leń blogowy' 🙂

na szczęście tylko blogowy. Pozablogowy raczej mi nie grozi, staram się jak mogę korzystać z pięknego maja, w końcu jeden z piękniejszych miesięcy 🙂 nie mogę tylko odżałować, że nie mam rowerku, ale za to mam nadzieję na kiedyś;) Bozia za to dała nogi i z nich korzystam dość często, zwłaszcza weekendowo:)

Wiadomo kobietą jestem, więc zmienna jestem. Ostatnio nawet często i dość skrajnie: od pełnego wyciszenia do równie pełnego rozhukania. Najgorszy jest brak całkowitej akceptacji siebie samego, a ostatnio odczuwam tego skutki. Staram się polubić siebie, poznać siebie jeszcze bardziej, ale wymaga to czasu, który jakby się kurczył.

Czuję się jakbym była w dziwnym zawieszeniu, jakbym na wiele spraw i sytuacji nie miała wpływu, jakby wiele było koło mnie... niby biorę udział w tym wszystkim, ale....

Kłębi się we mnie jeszcze (a może przede wszystkim) mój związek z Onym.... mam zupełny mętlik w głowie, zero pewności do naszego bycia razem... nie umiem powiedzieć: basta! w prawo albo lewo. Przez to sama dla siebie staję się mało wiarygodna:(

radosnego ostatniego majowego tygodnia 🙂

1

chyba zacznę częściej przychodzić szybciej do biura... bardzo podoba mi się ten poranny spokój, cichość... można się tak fajnie rozkręcić..

marzy mi się lato i kawa wypita w piżamie w ogrodzie... bardzo to lubię, słonko się rozgrzewa, jest spokojnie tylko ptaki świergolą - normalnie raj:) po co ja się wyprowadzałam z tej wsi.. hehe.. bylo tak przyjemnie, a teraz nawet balkonu nie mam:)

jestem juz po zakupach świątecznych i grubszych porządkach u rodziców, swoich zresztą też - czyli ogólnie jestem do przodu:)

na Wielki Tydzień staram się zawsze zostawić jak najmniej, bo dla mnie to już Święta:) w końcu Wielki Tydzień to sedno wiary katolickiej..

lubię Wielki Tydzień.. można wejść głebiej, bardziej w swoją wiarę.. na kolanach można więcej zobaczyć, więcej zrozumieć, bardziej uwierzyć.. im bardziej "wejdzie" się w Wielki Tydzień tym większa radość Wielkiej Nocy...

1

chciałoby się coś twórczego napisać, ale nie mam weny twórczej, gdzies wywiało ją... a świeżych powiewów to jakoś nie odczuwam, chyba mi serce w skorupkę weszło i słabo odczuwa wszelkie poruszenia..

Poruszenie za to zrobiłam wczoraj na głowie, bo odwiedziłam w końcu fryzjera, którego dośc skutecznie omijałam od jakiegoś czasu... włoski skrócone, bardzo mi ta fryzurka odpowiada i jestem wielce zadowolona jak rzadko kiedy, no cóż trudno mnie zadowolić:)

Walentynki były i już ich nie ma... nasłuchałam się przy okazji wielu dyskusji na temat Walentynek i najśmieszniejsze jest to, że większość złorzeczy: po co takie święto, że nie nasze, że skomercjalizowane i takie tam...

Przyszła mi wczoraj taka myśl, że po prostu o większości osób nikt nie pamięta w taki szczególny sposób, tylko gdzieś tam cichaczem na koniec dnia ktoś przypomni sobie o święcie, bąknie albo i nie jakieś życzenia, bo w wiadomościach mówili.... Każdy chciałby, aby o nim pamiętać zwłaszcza w tym dniu.. przecież uczucia to jedne z naszych najważniejszych sfer życia...

A przecież zależy od nas na ile pozwolimy skomercjalizować nasze walentynki, na ile damy się zwariować.. myslę, że można przerobić na własny użytek to święto i może byc ono piękne...

Moje nie było... niestety.. ale jestem optymistycznej myśli, że najlepsze dopiero przede mną:)