kolega zastrzelił mnie dziś rano pytaniem - smsem:
jak odróżnić strach przed samotnością czy walka o miłość?
i co Wy na to?

Małe rzeczy czynione z miłością zmieniają świat!
kolega zastrzelił mnie dziś rano pytaniem - smsem:
jak odróżnić strach przed samotnością czy walka o miłość?
i co Wy na to?

spędziliśmy ze sobą calutki weekend, znaczy ja i On
.... mam glowę pełną marzeń, że aż się boję
... uśmiecham się do wszystkiego co się rusza
.. jestem niemożliwie szczęśliwa i bardzooo nie mogę się doczekać piątku, kiedy znow się zobaczymy
... czasem jak pomyślę logicznie to aż trudno mi uwierzyć, że druga osoba może dać aż tak dużo szczęścia, radości... ehhh to jest piękne
....
jak pomyślę co bylo rok temu to.. brrrr... rok 2005 był moim najtrudniejszym w życiu... ale myślę, że każdy powinien czegoś takiego doświadczyć... tzn. całkowitego opuszczenia, osamotnienia, tak aby później juz zaakceptować swoją samotność, poznać siebie, odkryć co się chce od życia i od siebie, wybrać kierunek i cel do którego chce się dążyć... takei osamotnienie temu sprzyja, bo pozwala wsłuchać się w siebie i odpowiedzieć na pytanie: czego naprawdę chcesz, o czym marzysz itd...![]()
.
ja dziś w pracy sama rządzę![]()
... reszta w moim gabinecie 'śmiechu' ma wolne... jutro będę odpoczywać, spac, naprawiać kompa i ciekawe na co mi jeszcze starczy czasu
... w każdym razie będę nadrabiać 2-miesięczne zaległości domowe
....
.

znajomośc owa zaczęla się któregos zimowego wieczoru w styczniu tego roku... rozpoczął ją On ...rozmowy były na skype.. najpierw bylo pisanie, potem rozmowy, bardzo długie rozmowy... rozmowy trwały po 4-6 godzin dziennie.. hehe.. przez to nie bylo prawie na nic czasu... po 1,5 tygodniu rozmów dosżło do spotkania w realu.. bylo całkiem fajnie i przyjemnie..
.
zaufali sobie bezgranicznie, co dla Onej jak i Onego było zadziwiające i dotąd niespotykane, że można komuś tak bardzo ufać...dalej rozmowy się toczyly... Ona poznała Jego babcię.. On poznał Jej rodzicow i rodzinkę... spotkania sie zdarzały nadwyraz często, mimo odległości, pracy i innych zajęć... spotykali się 1, 2 razy w tygodniu... i tak wśród rozmów, śmiechu i czasem zdarzających się małych kłotni (by nie powiedzieć po prostu rożnicy zdań) upłyneły im 3,5 miesiąca....
.
w międzyczasie okazało się, iż On jest chory... a dla owego mężczyzny ta choroba jest nader trudna do zaakceptowania... ale Ona ją zaakceptowala oraz rozumie ciężar tej choroby... i On o tym wie...
.
pojechali na wycieczkę.. a na niej Ona nie wytrzymała, zacisnęła zęby i powiedzila Onemu, że chyba się zakochała.... On stwierdził, że to niemożliwe... Ona jednak była cierpliwa i czekała nie wracając do tematu... On zacząl negatywnie pdochodzić do wszystkiego co było zaproponowane przez nią...i tak uplynęlo 1,5 miesiąca, dalej na rozmowach, spotkaniach i żartach...ale od tamtej rozmowy coś niezauważalnego wręcz zmieniło się....
.
nadeszły wakacje... Ona chciała by pojechał z nią na wakacje.. On chciał też, ale nie mógł uwierzyć, że ktoś moze chcieć z nim jechać na wakacje... stchórzył?.... Ona pojechała i wróciła....
.
nie widzieli się cały miesiąc.. choć codziennie rozmawiali godzinami... tęsknili bardzo za sobą, a żadne nie powiedziało tego na głos...
.
pewnego pięknego, słonecznego dzionka poszli na jeziorko zakosztować kąpieli i radości przebywania ze sobą.... tam zagrali w karty, a kto wygrał mógł zadać każde pytanie... druga strona miala szczerze odpowiedzieć.... wygrał On, zadał pytanie... wygrała Ona i też zadała pytanie: dlaczego nie uwierzył w jej zakochanie.... On odparł: że On nie mógł uwierzyć, że można go kochać, że to nierealne, bo jak go można kochać z jego chorobą.... Ona nic już więcej nie pytała ani nic więcej nie powiedziała....
.
pomyślała, że będzie cierliwa, że wszystko wymaga czasu i cierpliwości... cały czas sobie powtarza, że nic na siłę, ani że nic się nie przyspieszy... tylko, że Ona jest czasem bardzo niecierpliwa i chciałaby wiedzieć czy warto.... Ona zupełnie nie wie co robić... straciła rozeznanie... wie, że już nie będzie mówić o miłości, bo nie chce aby On czuł się naciskany czy do czegoś przymuszany... ten jeden raz wystarzcy, a poza tym na więcej Ona nie ma odwagi...
.
Ona to ja, a On to mężczyzna:)..... ja zupełnie nie wiem co myśleć... a On nic nie mówi.. dalej mamy radośc z przebywania ze sobą, niekończące się rozmowy mi czegoś brakuje w tym wszystkim.... może za dużo chcę?.. nie wiem...
.
jak wiadomo poznałam ostatnio chłopaka, bardzo fajnego chłopaka, był inteligentniejszy, przystojniejszy.... ale jakoś nie mogłam... nie umiem zmieniać uczuć 'co chwila'... cały w mych myslach wracał On.. i tak oto owa znajomość nie wytrwała dłużej niz 5-sekundowe zauroczenie:).... podbudowała tylko moje ego kobiece... i jak się szybko zaczęła tak równie szybko skończyła...
.
nie wiem czy coś można z tego zrozumieć..heh.. ale mam nadzieję.. jakoś muszę tą znajomość uporządkować ....
