Przeskocz do treści

kolega zastrzelił mnie dziś rano pytaniem - smsem:
jak odróżnić  strach przed samotnością czy walka o miłość?
i co Wy  na to?

spędziliśmy ze sobą calutki weekend, znaczy ja i On:-D.... mam glowę pełną marzeń, że aż się boję0:-)... uśmiecham się do wszystkiego co się rusza;-).. jestem niemożliwie szczęśliwa i bardzooo  nie mogę się doczekać piątku, kiedy znow się zobaczymy(*-*)... czasem jak pomyślę logicznie to aż trudno mi uwierzyć, że druga osoba może dać aż tak dużo szczęścia, radości... ehhh to jest piękne:-).... 
jak pomyślę co bylo rok temu to.. brrrr... rok 2005 był moim najtrudniejszym w życiu... ale myślę, że każdy powinien czegoś takiego doświadczyć... tzn. całkowitego opuszczenia, osamotnienia, tak aby później juz zaakceptować swoją samotność, poznać siebie, odkryć co się chce od życia i od siebie, wybrać kierunek i cel do którego chce się dążyć... takei osamotnienie temu sprzyja, bo pozwala wsłuchać się w siebie i odpowiedzieć na pytanie: czego naprawdę chcesz, o czym marzysz itd...:-D
.
ja dziś w pracy sama rządzę!!:-]... reszta w moim gabinecie 'śmiechu' ma wolne... jutro będę odpoczywać, spac, naprawiać kompa i ciekawe na co mi jeszcze starczy czasu:-D... w każdym razie będę nadrabiać 2-miesięczne zaległości domoweo:-)....
.

piękny dziś dzień zapowiada sie za oknem:-D słoneczko wróciło,
więc słonecznego dnia...

1

znajomośc owa zaczęla się któregos zimowego wieczoru w styczniu tego roku... rozpoczął ją On ...rozmowy były  na skype.. najpierw bylo pisanie, potem rozmowy, bardzo długie rozmowy...  rozmowy trwały po 4-6 godzin dziennie.. hehe.. przez to nie bylo prawie na nic czasu... po 1,5 tygodniu rozmów dosżło do spotkania w realu.. bylo całkiem fajnie i przyjemnie..
.
 zaufali sobie bezgranicznie, co dla Onej jak i Onego było zadziwiające i dotąd niespotykane, że można komuś tak bardzo ufać...dalej rozmowy się toczyly... Ona poznała Jego babcię.. On poznał Jej rodzicow i rodzinkę... spotkania sie zdarzały nadwyraz często, mimo odległości, pracy i innych zajęć... spotykali się 1, 2 razy w tygodniu... i tak wśród rozmów, śmiechu i czasem zdarzających się małych kłotni (by nie powiedzieć po prostu rożnicy zdań) upłyneły im 3,5 miesiąca....
.
w międzyczasie okazało się, iż On jest chory...  a dla owego mężczyzny ta choroba jest nader trudna do zaakceptowania...  ale Ona ją zaakceptowala oraz rozumie ciężar tej choroby... i On o tym wie...
.
pojechali na wycieczkę.. a na niej Ona nie wytrzymała, zacisnęła zęby i powiedzila Onemu, że chyba się zakochała.... On stwierdził, że to niemożliwe... Ona jednak była cierpliwa i czekała nie wracając do tematu... On zacząl negatywnie pdochodzić do wszystkiego co było zaproponowane przez nią...i tak uplynęlo 1,5 miesiąca, dalej na rozmowach, spotkaniach i żartach...ale od tamtej rozmowy coś niezauważalnego wręcz zmieniło się....
.
nadeszły wakacje... Ona chciała by pojechał z nią na wakacje.. On chciał też, ale nie mógł uwierzyć, że ktoś moze chcieć z nim jechać na wakacje... stchórzył?.... Ona pojechała i wróciła.... 
.
nie widzieli się cały miesiąc.. choć codziennie rozmawiali godzinami... tęsknili bardzo za sobą, a żadne nie powiedziało tego na głos...
.
pewnego pięknego, słonecznego dzionka poszli na jeziorko zakosztować kąpieli i radości przebywania ze sobą.... tam zagrali w karty, a kto wygrał mógł zadać każde pytanie... druga strona miala szczerze odpowiedzieć.... wygrał On, zadał pytanie... wygrała Ona i też zadała pytanie:  dlaczego nie uwierzył w jej zakochanie.... On odparł: że On nie mógł uwierzyć, że można go kochać, że to nierealne, bo jak go można kochać z jego chorobą.... Ona nic już więcej nie pytała ani nic więcej nie powiedziała....
.
pomyślała, że będzie cierliwa, że wszystko wymaga czasu i cierpliwości... cały czas sobie powtarza, że nic na siłę, ani że nic się nie przyspieszy... tylko, że Ona jest czasem bardzo niecierpliwa i chciałaby wiedzieć czy warto.... Ona zupełnie nie wie co robić... straciła rozeznanie... wie, że już nie będzie mówić o miłości, bo nie chce aby On czuł się naciskany czy do czegoś przymuszany... ten jeden raz wystarzcy, a poza tym na więcej Ona nie ma odwagi...
.
Ona to ja, a On to mężczyzna:)..... ja zupełnie nie wiem co myśleć... a On nic nie mówi.. dalej mamy radośc z przebywania ze sobą, niekończące się rozmowy mi czegoś brakuje w tym wszystkim.... może za dużo chcę?.. nie wiem...
.
jak wiadomo poznałam ostatnio chłopaka, bardzo fajnego chłopaka, był inteligentniejszy,  przystojniejszy.... ale jakoś nie mogłam... nie umiem zmieniać uczuć 'co chwila'... cały w mych myslach wracał On..  i tak oto owa znajomość nie wytrwała dłużej niz 5-sekundowe zauroczenie:).... podbudowała tylko moje ego kobiece... i jak się szybko zaczęła tak równie szybko skończyła...
.
nie wiem czy coś można z tego zrozumieć..heh.. ale mam nadzieję.. jakoś muszę tą znajomość uporządkować ....

buziaki za cierpliwość dla mnie:-]