Przeskocz do treści

1

ta pogoda mnie wykańcza... ja już chcę prawdziwego ciepełka, słoneczka:-)...nawet rano z łóżka wstać to straszne rzeczy wyczyniamlimo...w pracy urwanie głowy, maksymalny wysiłek głowy przez maksymalnie możliwą liczbę godzin i jeszcze pracuje za dwie osoby, ale w końcu to praca a nie wakacje:-]... ale najgorsze, że perspektywa mojego urlopu oddala się błyskawicznie;-(... moja koleżanka symulująca!! chorobę prawdopodobnie przedłuży swoje "chorobowe" i nie będę mogła iść na urlop;-(;-(;-(.... a już nie daję rady, no bo ile można ciągnąć za dwie osoby?? a mam juz takie zaległości...brrr..więc może gwoli wyjaśnienia przez miesiąc styczeń do połowy lutego też zastępowałam koleżankę:( JESTEM JUŻ BARDZO ZMĘCZONA i bardzo chcę odpocząć:-]... może mi się kiedyś uda:)

marzą mi sie zachody słońca, nic-nie-robienie, spacerki do woli,
cieplutki, morski piasek, czytanie ksiązek, jakiś mały maratonik filmowy, patrzenie w gwiazdy....... same przyjemne rzeczy:-D
POZDRAWIAM SŁONECZNIE:)

1

Biedroneczko też myślałam, że kobiety za dużo analizują, a faceci są prości w myśleniu.. Mój jest chyba wyjątkiem od reguły, bo za dużo mysli choćby nigdy do tego się nie przyznał i zawsze twierdzi, że to moja specjalność:).. postanowiłam Go nie męczyć pytaniami, zostawić w spokoju to chwilowo... jeśli coś z tego ma być to będzie... choć łatwo się to mówi i pisze będzie dużo trudniejsze do realizacji... a z moją cierpliwościa nie najlepiej;-) ale postaram się wytrwać jak najdłużej, tyle ile zdołam:-D.. dziś z godzinkę sobie popłakałam;-( to tez i trochę mi lżej na serduchu i klarowniejsze myśli:-)

dziś jestem tez niestety tylko duchem na Lednicy... ale na przyszły rok to ja tam na pewno będę:-D
pozdrowionka serdeczne:)

no to chyba oboje jesteśmy w opozycji, bo ja też jestem przeciwna wartościom tylko dla wartości:-].. wartości trzeba przyjąć sercem i nimi zyć, co nie jest wcale łatwe, wręcz bym powiedziała, że bardzo trudne.. a jak już powiedzialam najważniejsze jest życie swoimi wartościami, wiarą, a nie tylko mówienie o tym... mówić można wiele, bardzo wiele, ale nasze życie, nasze czyny, nasze decyzje pokazują jakimi wartościami, jaką wiarą żyjemy, a  codziennośc to weryfikuje..

co do autorytetów to z nimi ostrożnie, bardzo ostrożnie... sam fakt, że ktoś jest profesorem, nawet najlepszym w swej dziedzinie, nie jest dla mnie autorytetem, musi on pokazać jak żyje, jakimi wartościami się kieruje.....a co do Einsteina, nie wiem zbyt wiele o nim, same podstawy min. że wspaniały fizyk (choć to podobno wątpliwe), zdążyłam cosik przeczytac o nim na necie, a z tego wynika, że chyba nie byłby dla mnie autorytetem, ponieważ mnie intersuje zupełnie inna filozofia....ahh ile się rozpisałam:-D

uważam, że fundamenty zawsze warto i trzeba odbudowywać, bo jak bez nich żyć??? każdy powinien miec jakiś system wartości uformowany, łatwiej wtedy człowiekowi poruszać sie w świecie, to jak drogowskazy...

..i ja tak myslę, że dawanie siebie innym ma coś Boskiego w sobie... to działa chyba według zasady im więcej dajesz tym więcej otrzymujesz...

a tak poza tym lubię ogromnie pomagać ludziom, jakiś mam instynkt wewnętrzny ku temu:-D, przyciągło mnnie to do hospicjum, gdzie jako wolontariusz dawałam siebie, czas, serce.. chyba ze dwa lata.. to był mój najlepszy czas... niestety później praca i wyjazd to przerwało:-( ...ehh wielka szkoda..

pozdrawiam i kolorowych snów życzę:)