Przeskocz do treści

8

Ostatnio przeczytałam takie pytanie: Jak chcę być zapamiętana przez dzieci jako matka? Zwizualizowałam sobie stan aktualny. Nie był to najlepszy widok.. haha.. zwłaszcza jak pomyślałam o tym, że za dużo i za głośno mówię [żeby nie powiedzieć krzyczę]. Dzieci pewnie nerwicę będą mieć 😉

Poważnie rzecz ujmując nie umiem odpowiedzieć na to pytanie, bo nawet nie wiem czy jestem w stanie i czy ma to sens. Bo cóż powinnam odpowiedzieć? Na pewno mnie zapamiętają i mam nadzieję, że pomimo tego mojego temperamentu, jednak dobrze 😉

Jak ja zapamiętam swoją Mamę? Czy chciałabym być taka jak ona? I tak i nie 🙂
Uważam, że mam najlepszą Mamę na świecie! Nie chciałabym mieć innej, dla mnie jest idealna, choć ma parę wad 😉

Najbardziej ją cenię za ciągłe wymaganie od siebie, zmuszanie do myślenia, wolność w myśleniu czy działaniu, którą we mnie wykształciła, pokazanie wartości pracy nad sobą, kobiecość, wiarę, pracowitość, odpowiedzialność, kulturę i sposób bycia, budowanie rodziny i relacji, miłość do książek, odróżnianie tego co ważniejsze od ważnego... Tak wiele Jej zawdzięczam!
[Tacie też, ale Tata był od innych sfer wychowawczych i stanowili świetny, kochający się duet ;-)]

Chciałabym tak umieć ukształtować dzieci jak moja Mama. Jest oczywiście też kilka rzeczy , które mi się nie podobają i nie chcę ich kopiować do swego macierzyństwa. Czy mi się to udaje? Czasem nie, czasem tak. Dzieci w dużej mierze uczą się przez naśladownictwo, a ja zbyt często upadam i refleksja nad tym przychodzi po fakcie.

Pocieszam się dwoma myślami - pierwsza - że nikt nie jest ideałem, każdy z nas jest człowiekiem i ma wady; - druga - że nad tym wszystkim jest Bóg, który może to co konieczne naprawić, gdy ja zepsuję.

Pierwszy bałwan 2018 jest! 😉

Rano był pisk i 7.30 oboje na podwórku 🙂

 

6

Listopad. Wyjątkowo w tym roku w odpowiednio wolniejszym tempie. Tak jak lubię z długimi wieczorami, dobrą herbatą, książką i muzyką, którą na nowo odkrywam.... ahhh jakie starocie z kartonu wyciągam i jak się przyjemnie słucha! 🙂 I nie mam wyrzutu sumienia, że siedzę na kanapie i czytam, chyba wracamy do pełni normalności po remoncie i przeprowadzce. Wreszcie! 🙂

Nie zrobiłam jeszcze podsumowania pierwszego postu Dąbrowskiej, a od jutra już zaczynam rundę drugą. Pierwszy zakończyłam na 26 dniach, zrobiłam słuszną przerwę i mam zamiar wytrwać teraz 21 dni. Oby się udało.

Przy okazji sprzątania kartonu ze starymi zgromadzonymi przepisami kucharskimi doszłam do wniosku, że zmieniłam się, że dojrzałam, że wiem co chcę i w kuchni i w domu i w życiu. Jakże to ułatwia życie! Człowiek mniej się miota z podstawowymi sprawami, prawie nie zwraca uwagi na to co inni sądzą o tym co robisz czy nie robisz. To chyba wolność 🙂

Zaczęłam jakiś czas temu na nowo przygodę z bullet journal, ale w wersji bardzo uproszczonej i ta wersja bardzo się sprawdza. Poprzednim razem gdy zaczynałam to zbyt wzbogaconą i nieprzemyślaną wersję zaczęłam, więc szybko ta wersja upadła. Na razie o dziwo mniej karteczek mam, większy porządek i większe ogarnienie zaległych spraw 🙂

Z naszego życia parafialnego. W niedzielę mamy zaszczyt przywitania naszego Biskupa w parafii. Stres mam ogroooooomny, Ony prawie wcale i to jest zaskakujące... haha.. nawet najpierw Proboszczowi powiedziałam, że my chyba nie, bo Ony się nie zgodzi. Wracam do domu, pytam Onego a on na luzaku twierdzi, że nie ma problemu 😉
I kronikarzem parafialnym zostałam, właśnie kończę uzupełniać kronikę i mam przy tym dobrą zabawę 🙂
Cieszę się bardzo, że zakorzeniamy się w naszej parafii, powoli oddalamy się od naszej dotychczasowej wspólnoty, choć czasami nam serce się wyrywa, bo mamy tam przyjaciół, ale odczytujemy nasze miejsce wzrastania jest w parafii.

Na koniec chciałam się podzielić czymś do oglądania - film "Proroctwo". Pewnie większość już oglądała, ale gdyby jeszcze ktoś nie oglądał to zapraszam!

I czymś do poczytania - wywiad z o. Augustynem Pelanowskim Nie ma rodziny bez Boga

10

Fajna ta jesienna pogoda, bo więcej czasu w domu jestem 😉

Zaczęłam się jakiś czas temu zastanawiać czy to normalne, że mam ciągły niedosyt obecności w domu, osobistej i rodzinnej. Ciągle mi mało bycia w domu i tego co się z tym wiąże: braku pośpiechu, spokoju, braku zaangażowania w zewnętrzne sprawy, skupienie na rodzinie, domu...
Jak jestem w domu więcej to od razu widać, bo mam mniej zaległości, ale ciekawa jestem kiedy osiągnę stan pomalowania paznokci 😉 Pomalowanie paznokci to u mnie symbol, że jestem ogarnięta i mam 5 minut spokoju 😉

Wracając jednak do tego niedosytu - zastanawiam się skąd to pragnienie?  Zagadką jestem sama dla siebie. Zadziwia mnie siła tego głodu we mnie.

Miałam myśl, że może mój organizm odreagowuje nadmiar, przesyt wcześniejszych zadań, wydarzeń, liczby spotkań? Teraz intensywność zdecydowanie mniejsza, bo wycofałam się z wielu spraw, w których byłam aktywna. Jakbym była wypalona na wszelkie aktywności. Pewnie nadmiar szkodzi 😉
Choć ostatnio pojawiają się myśli, by na nowo zaangażować się w nowe rzeczy, tylko czy to moja droga na teraz?

Takie tam wieczorne rozważania...