Przeskocz do treści

3

Styczeń w tym roku to moja nauka zwolnienia. Zeszły rok był dla mnie trudny i mocno eksploatujący. Koniec listopada mnie zatrzymał, doszłam do jakieś granicy/ściany. Mam plan w tym roku wyhamować, na tyle na ile się da. Styczeń był wstępem 🙂

Priorytety

Trochę mi się udało. Ale to trudne, bo trzeba coś poodcinać, z czegoś zrezygnować. Musiałam sobie przypomnieć co jest na szczycie moich priorytetów, o ty co dla mnie ważne na ten etap mojego życia, jakie mam zasoby albo jakich nie mam 😉

Ostatnie takie mocne zatrzymanie miałam w 2018 roku. Dobrze mi wtedy zrobiło, wiele we mnie uporządkowało i przyniosło wymierne korzyści mi oraz naszej rodzinie. Wydaje mi się, że znów jestem w takim punkcie zrewidowania siebie i mojej codzienności.

Generalnie priorytetów nie zmieniłam, mam te same co w 2018. Uświadomiłam sobie, że w część z nich spadła mocno na dół, a te dolne niebezpiecznie poszybowały w górę. W teorii, w głowie i na języku myślałam, że te co trzeba są u góry. Zobaczyłam, że jednak moje czyny temu przeczą, że dużo czasu poświęcam na rzeczy, które są na końcu.

Aktualizacja

Dawno nie pisałam, ale często o blogu i blogerach myślę czy ich podglądam. Chciałabym wrócić, ale nie wiem czy umiem. Niczego sobie nie obiecuję, ale fajnie by było gdyby się udało pisać 😉

Zrobiłam się starsza, ale nie wiem czy mądrzejsza. Na pewno dojrzalsza haha 😉

Nadal mam tego samego męża.

Nadal pracuję w trybie hybrydowym, biuro - dom. Bardzo to cenię i chwalę to rozwiązanie, dla mnie prawie idealne. Idealnie byłoby gdybym mogła 1 dzień w biurze zamiast 2. No, ale nie narzekam. 

Nadal działam wolontariacko w Dwóch Kreskach i gdyby ktoś też chciał to bardzo polecam i zachęcam. Naprawdę warto!

Nadal mam troje dzieci i nadal uczą się w trybie edukacji domowej. Marcelina twierdzi, że od września idzie do szkoły, że chce spróbować. W zeszłym roku skończyła I stopień szkoły muzycznej, więc zrobiło się jej więcej czasu. Józek kontynuuje naukę gry na wiolonczeli i gry w piłkę nożną. Twierdzi, że na razie więcej nie potrzebuje. Antek rozpoczął naukę w szkole muzycznej na fortepianie i też mówi, że nic więcej nie potrzebuje 😉

Nadal mam stary dom i ogród. Zrobiliśmy kolejne postępy remontowe i jesteśmy na ostatniej prostej 😉

Nadal lubię czytać książki i staram się robić to regularnie. Ciągle mam zaczętych kilka jednocześnie, ale idę do przodu 😉

Plany

Plany na ten rok mam poczynione.

Najważniejszy punkt to skupienie się na TU i TERAZ, na codzienności, drobnych sprawach, bez górnolotnych porywów.

Drugi to ogród. W zeszłym roku go zaniedbałam i źle to na mnie zadziałało. Potrzebuję go (on mnie też!).

Trzeci to na sobie, swoim zdrowiu i kondycji. Jak mam pożyć przynajmniej tyle co mam to muszę się o siebie zatroszczyć.

Koniec planu 😉

Koniec ozdób choinkowych na rok 😉

 

Wysyłam, bo inaczej wpis zostanie jako szkic 😉

 

 

Rano dziś uświadomiłam sobie, że już minął styczeń i w zasadzie prawie połowę lutego mamy 😉 Nie wiem jak to się stało, nim się obejrzymy to minie pierwszy kwartał roku. Początek roku w mojej wyobraźni miał wyglądać nieco inaczej... haha.. ta moja naiwność 😉

Życie leci wartkim nurtem i nie pyta się zbytnio czy jestem na to gotowa. Mam wprawdzie w sobie akceptację na intensywność i szybkość mojego życia. Czasem jednak marudzę, że chciałabym wolniej. Powstaje jednak pytanie czy umiem żyć wolniej. Slow living jest przereklamowany 😉

Choć sposób mojego, naszego życia ściśle współgra z moimi, naszymi wyborami - czy nasza decyzja o edukacji domowej czy o życiu na wsi.

Przedwiośnie nadchodzi, bo moje myśli wokół ogrodu zaczynają krążyć. Drzewa przycięte, wapno zarobione, będzie malowanie. Róże nowe zamówiłam.

 

Życie płynie wolniej w to lato. Nawet dość zaskakująco dla mnie. Wartko, ale wolniej. Niby nadal dużo, ale inaczej. Może perspektywa mi się zmieniła i inaczej wiele dostrzegam.

Lipiec minął i jest już wspomnieniem. Udało mi się jednak nieco podładować akumulatory, co uświadomiłam sobie w niedzielę patrząc na zachód słońca. Wprawdzie jeszcze daleka droga do naładowania, ale już nie są na całkowitym wyczerpaniu i powiedzmy z czerwonego stopnia wskoczyłam na pomarańczowy.

To główny cel lata - naładować baterie i jeden z celów tegorocznych - zadbać o siebie, o swe zdrowie i ciało. Uświadomiłam sobie jak bardzo je po macioszemu traktowałam do tej pory.

Wymarzone życie

Nigdy jakoś bardzo konkretnie nie miałam marzeń pt. Jak ma wyglądać moje życie. Nie czułam potrzeby. I ostatnio uświadomiłam sobie, że mam swoje wymarzone życie. Że jakbym miała marzyć i planować to byłoby właśnie takie jakie jest. Wraz z moim rozwojem, rozwojem naszej rodziny kolejne rzeczy wskakują na swoje miejsce i uzupełniają naszą/moją mozaikę.

I ciągle chce mi się więcej, dalej, bardziej, ALE niekoniecznie w taki sposób jak by chcieli, widzieli to inni. Idę swoja drogą. Fajne jest też to, że wiem, iż nie muszę nikomu i niczego udowadniać. Nie muszę się tłumaczyć. Jestem wolnym człowiekiem.

Długo bowiem miałam przekonanie, że muszę się tłumaczyć ze swoich wyborów i chyba też trochę szukałam potwierdzenia, że idę dobrą drogą. To nie jest dobra droga, bo ogranicza wolność wyboru, decydowania, życia.

Każdy musi iść swoją drogą, zgodnie ze swoim powołaniem. Czasem jest to trudne, czasem bolesne, ale z czasem przynosi dobre owoce.

Przerwa wakacyjna

Czuję ją znacznie bardziej w tym roku niż w latach wcześniejszych. Zajęcia pozalekcyjne zabierają dużo czasu. Mimo, iż staram się dobrze wykorzystywać ten czas oczekiwania na dzieci to jednak jest on męczący.

Wolne popołudnia to jedna z najlepszych rzeczy latem, nagle okazuje się jak dużo zyskujesz czasu. Jakby ktoś przywrócił mi wolność.

ALE zaczynam tez powoli, coraz intensywniej, zastanawiać i planować nowy rok szkolny. Podsumowanie poprzedniego już zrobiłam. Uzupełniłam też lekturę kilku książek związanych z edukacją domową, co pomogło mi na pewne rzeczy spojrzeć z dystansu, nabrać trochę innej perspektywy.

Dziś mam trochę wolniejszego, luźniejszego czasu to może uda się przełożyć to na papier.

Dobrego dnia!