Dziś mamy święto Podwyższenia Krzyża Świętego. Rano udekorowaliśmy z dziećmi nasz główny krzyż w domu, z Marceliną pogadankę miałam i zadziwia mnie, że już wiele rozumie i pamięta 🙂 Jak Filip wrócił z pracy to odprawiliśmy drogę krzyżową, rozważania fajne znalazłam przy sprzątaniu biblioteczki.
Wieczorem w kościele za to dała czadu z Józkiem do kompletu... myślałam, że ją zjem w całości 😉
Jesień czuć i widać, jaskółki dziś zbiórkę miały i odleciały. Ogród przygotowujemy powoli już do zimy, zawsze na jesieni mam z tym kłopot, bo już bym chętnie zamknęła się w domu pod kocykiem z książką i herbatą 😉
Po wstępnej tygodniowej przed-diecie, od wczoraj jestem na ścisłej diecie dr Dąbrowskiej. Generalnie ją zaczęłam z trzech powodów: mojej gospodarki hormonalnej, Hashimoto i wagi, co jest jest też z sobą powiązane, ponieważ dzięki tarczycy w dwa miesiące przytyłam 19 kg i nijak nie idzie tego zgubić. Po wykładzie Pani Doktor w ogóle jestem ciekawa efektów zdrowotnych, nie tylko tarczycowych.
Głodna nie jestem, ale dziś "chodziło" za mną jedzenie. To chyba w głowie siedzi, zdumiewające są samoobserwacje 😉 Moim hitem na niespodziewany głód, wprawdzie nie wiem jak długo, jest pieczona dynia z ziołami - mniam!
Najtrudniejsze jest nie próbowanie przy dzieciach, ale daję radę. Pewnie wyrobię sobie odpowiednie nawyki 😉

