Przeskocz do treści

8

Majowe dni biegną swoim rytmem, co wieczór zbiórka w kuchni na litanii, zmuszam się w to wiatrzysko jednak wychodzić do ogrodu... I czekam pełna nadziei, że wreszcie będą prawdziwe majowe dni czyli ciepłe 🙂

Zapomniałam ostatnio uwiecznić, że bociany przyleciały ok. 25 kwietnia, jak już prawie straciliśmy nadzieję 😉 Nawet widziałam z dziećmi walkę bocianów o gniazdo 🙂 Teraz boćki przylatują do nas na łąkę raz na obiad, raz na kolację. Ostatnio też posiedział nam 40 minut na kominie i sąsiad się śmiał, że nas coś wybitnie lubi w tym roku 😉

Jaskółek jeszcze nie ma, dopiero drugi dzień jakieś zwiady nadlatują, ale naszych jeszcze nie ma. Dziś przy obiedzie mieliśmy zryw radości, że przyleciały, ale to nie nasze były i poleciały 😉

W tak zwanym międzyczasie zrobiliśmy bułeczki drożdżowe z serem z przepisu od Gąski. Agnieszka ma świetne przepisy!

Ogród jeszcze wstyd pokazywać, bo nie skończyłam chwastów wyrywać i siać. Sporo kwiatów zostało mi jeszcze do wysiewu. Pomidory wczoraj wysadziłam w szklarni, więc jest dla nich szansa 😉

Poza tym przygotowuje się Marcelina do egzaminu w szkole muzycznej, jeszcze jeden utwór - menuet - musi opanować pamięciowo. Resztę utworów tylko musimy doszlifować. Będzie pewnie trudniej, bo mało ćwiczyła z akompaniamentem. Wszystko niestety nadal mamy zdalnie. Egzamin podobno niezdalnie 😉

Marcelina od kwietnia wreszcie ma normalne wizyty u dentysty! Nasza Pani Doktor wszystkim się tym chwali 🙂 Do tej pory nie dawała zrobić zębów, a nawet zajrzeć był problem. Raz nawet miała wizytę prawie godzinną, bo panie próbowały ja różnymi sposobami skłonić do współpracy 😉 nie pomogło hehe twarda sztuka.

A tu poszliśmy w kwietniu na wizytę, ja zupełnie nie przekonana że coś z tego będzie, a tu niespodzianka! Nie dość, że dała się znieczulić to zrobiła od razu dwa 😉 Dziś też byliśmy i też poszło świetnie. Mamy więc chyba już to opanowane.

Zatem żegnam się dziś i do następnego, mam nadzieję, majowego wpisu 🙂 Dobrej nocy!

4

Dziś mamy święto Podwyższenia Krzyża Świętego. Rano udekorowaliśmy z dziećmi nasz główny krzyż w domu, z Marceliną pogadankę miałam i zadziwia mnie, że już wiele rozumie i pamięta 🙂 Jak Filip wrócił z pracy to odprawiliśmy drogę krzyżową, rozważania fajne znalazłam przy sprzątaniu biblioteczki.
Wieczorem w kościele za to dała czadu z Józkiem do kompletu... myślałam, że ją zjem w całości 😉

Jesień czuć i widać, jaskółki dziś zbiórkę miały i odleciały. Ogród przygotowujemy powoli już do zimy, zawsze na jesieni mam z tym kłopot, bo już bym chętnie zamknęła się w domu pod kocykiem z książką i herbatą 😉

 

Po wstępnej tygodniowej przed-diecie, od wczoraj jestem na ścisłej diecie dr Dąbrowskiej. Generalnie ją zaczęłam z trzech powodów: mojej gospodarki hormonalnej, Hashimoto i wagi, co jest jest też z sobą powiązane, ponieważ dzięki tarczycy w dwa miesiące przytyłam 19 kg i nijak nie idzie tego zgubić. Po wykładzie Pani Doktor w ogóle jestem ciekawa efektów zdrowotnych, nie tylko tarczycowych.

Głodna nie jestem, ale dziś "chodziło" za mną jedzenie. To chyba w głowie siedzi, zdumiewające są samoobserwacje 😉 Moim hitem na niespodziewany głód, wprawdzie nie wiem jak długo, jest pieczona dynia z ziołami - mniam!

Najtrudniejsze jest nie próbowanie przy dzieciach, ale daję radę. Pewnie wyrobię sobie odpowiednie nawyki 😉

 

10

To bardzo zaległy post, ale nie mogę się oprzeć, by tego nie zamieścić.

Po raz pierwszy w życiu byłam świadkiem pożegnalnego zlotu jaskółek w takiej ilości!

Nagrałam trochę na filmiku (mam nadzieję, że będzie słychać) i zrobiłam kilka zdjęć.

To był MEGA koncert pożegnalny. Na drugi dzień nie było już żaden jaskółki 🙂