Przeskocz do treści

16

Staram się ogarnąć swą rzeczywistość, ale nie udaje mi się. Przygniotła mnie w ciągu jednego tygodnia praca. Oddechu złapać nie mogę. Z jednej strony mam wrażenie szybkiego upływu czasu, a z drugiej widzę ogrom spraw zrobionych. I stanęłam dziś w zadziwieniu jak to się dzieje.
Ten nadchodzący tydzień nie zapowiada się mniej pracowity, a może nawet bardziej (choć nie wiem czy to możliwe).
Poza tym mam krępującą jedną sprawę, powoduje u mnie rozdrażnienie, dodatkowe napięcie, nerwy. Denerwuję się przez czyjąś nieodpowiedzialność, chyba lenistwo. No ale jest nadzieja, że sprawa się za niedługo rozwiąże.
To sobie ulżyłam 😉
Zerkam na poprzedni wpis i nie wierzę, że jeszcze tydzień temu laba była 😉 Do Parku Mużakowskiego nie dojechaliśmy, grill nad jeziorem się udał, jeździliśmy trochę w międzyczasie za domami, ale TEGO naszego jeszcze chyba nie spotkaliśmy. Aczkolwiek jest jeden, nowobudowany, stan otwarty, z dużą, piękną działką, w dobrym miejscu. I zastanawiamy się.
Wczoraj szalałam w ogrodzie. Posadziłam pomidorki, posiałam ogórki. I piękne czereśnie, wiśnie się zapowiadają 🙂
zapraszam na czereśnie...
i truskawki 😉
pomidory przed i po sadzeniu 🙂
będzie miało co kwitnąć 😉
Na Jasną Górę jadę za tydzień. Gdyby ktoś miał potrzebę to zbieram intencje, tu w komentarzach lub na email 🙂

8

Wpadłam na momencik, w przelocie między wsią a miastem, między grillem a ogrodem, między mymi doniczkami a pędzlem, między ciszą a gośćmi - to znaczy, że mam wolny tydzień calutki i korzystam z niego na maksa 🙂
Maj się rozpoczął, wczoraj dumając na balkonie, doszłam do wniosku, że to mój ulubiony miesiąc, bo jest piękny, zazwyczaj słoneczny, wszystko się budzi do życia, zaczynają kwitnąć kwiaty, drzewa, no i Maryjny 🙂
Jabłoń oszalała, kwitnie jak zwariowana, a na niej szaleją pszczoły. Stojąc pod nią słucha się przepięknej pszczelej muzyki i ma się wrażenia przebywania w ulu 😉
W mlecznym polu rosną porzeczki, które już mają owocki...
groszek i buraczki wzeszły...

 

a moja domowa plantacja dyniowo - pomidorowo - paprykowo ma się świetnie 🙂
po czterech dniach wzeszły dynie i mnie zadziwiły 😉
Jutro mamy wspólnotowego grilla nad jeziorem, w piątek albo jesteśmy w domu albo jedziemy do Parku Mużakowskiego, sobota imieniny Teściowej, niedziela imienino - urodziny mojej Mamy 🙂
W tym wszystkim jednak mam czas na spokojną kawę, modlitwę, przeczytanie książki, różaniec, patrzenie w niebo... raj po prostu 🙂
... i chyba dostajemy powoli bzika na tle rowerów 😉
do następnego!

 

17

Nie wiem kiedy minął kwiecień, ale mamy końcówkę. Pod względem pracy to istne tornado, wyczerpujące wszelkie posiadane moje siły, energię.. czuję, że w tym tygodniu jakoś zeszły weekend nie uzupełnił moich energetycznych braków. Teraz będę nadrabiać i mam nadzieję, że się zregeneruję, bo mam wolny cały przyszły tydzień 🙂
Sprawa TAMTEGO domu zakończyła się. Nie będzie nasz, bo oni nie chcą zejść z ceny, a my więcej nie damy. Jutro jedziemy oglądać inny 🙂
Zeszły weekend nadrabiałam doniczkowe zaległości, rozsadzałam, przesadzałam, szczepiłam i teraz musimy czekać na efekt końcowy 😉
Wiosna w pełnym zachwycie i pięknie - podziwiajcie! 🙂
wiśnia
jabłoń
grusza
wiśnia
wszędzie już prawie pięknie zielono 🙂
nawet winogron już się budzi, a on zawsze taki opóźniony...
na tym przykładzie widać jak w ciągu tygodnia piwonia urosła 🙂
Dziś mnie natchnęło i zaczęłam kręcić rurki na koszyki z papierowej (czyt. gazetowej) wikliny. Zobaczymy jakie będą efekty końcowe, chyba nie mogę mieć wolnego popołudnia, bo coś wymyślam 😉
moje pierwsze, krzywe rurki 😉
dobrej końcówki tygodnia 🙂

DOPISEK 22.38:
mój pierwszy koszyk z wikliny papierowej :))