Biblioteczka dzieci cz. 4
Zawstydziłam się jak zobaczyłam zaniedbane wpisy z biblioteczki dzieci. Chciałabym choć trochę uzupełnić i pokazać kilka pozycji, które sprawiły nam sporo radości i przyjemności przy czytaniu.
Dziadek i niedźwiadek, Łukasz Wierzbicki
To już nasza kolejna pozycja Łukasza Wierzbickiego, którą przeczytaliśmy z wielką przyjemnością. Dziadek i niedźwiadek to książka oparta na faktach. Opowiada historię niedźwiadka Wojtka w polskim wojsku podczas II wojny światowej.
Książka zawiera mapę i sporo fotografii z prawdziwym Wojtkiem. Akcja napisana jest wartko i ciekawie, dzieci ją wręcz chłonęły i było "Mamo, mamo jeszcze jeden rozdział" :-). I jest to chyba wystarczającą zachętą!

Zwycięstwa różańcowe, Ewa Hanter
Bardzo fajna książka, która w krótkich, ciekawych, prawdziwych historiach opowiada zwycięskich bitwach dokonanych dzięki wstawiennictwu Maryi. Historie są ciekawe nie tylko dla dzieci, ale też dla dorosłych. To taka żywa książka o historii.
Autorka jak zwykle nas nie zawiodła. Bardzo polecam tą pozycję.


Młode wino w nowych bukłakach, Ewa Hanter, Anna Koźmińska
To dobrze opracowana pozycja z różnymi propozycjami zabaw, gier, układanek, zadań dla dzieci. Prawie bym orzekła, że każdy rodzic powinien mieć ją w domu. Jest idealna na długie jesienno-zimowe rodzinne wieczory.



Jest dobrze przemyślana, uczy jak w ciekawy sposób pokazać dziecku świat przyrody, matematyki czy zabaw językowych w różnych grupach wiekowych.

Książka zawiera też 3 wkładki z materiałami potrzebnymi do realizacji gier czy zabaw. Zrobiłam kilka zdjęć by zobrazować co książka zawiera. Jest genialna.

Dlaczego edukacja domowa w naszej rodzinie?
Dlaczego edukacja domowa w naszej rodzinie? Ta odpowiedź jest chyba najbardziej mi potrzebna, by uporządkować swoje myśli i móc innych odsyłać do niej 😉 Tak naprawdę workbook napisany i wydany przez Kornelię Orwat "Jak być mamą w edukacji domowej i nie (dać się) zwariować?" był inspiracją. Zmusił mnie do zastanowienia się i pewnego podsumowania swoich myśli i refleksji. Wdzięczna jestem bardzo za to Kornelii! Ten wpis jest częściowym podsumowaniem moich odpowiedzi na workbooka 🙂
Edukacją domową zafascynowałam się już dawno, bardzo dawno, bo nawet wcześniej niż miałam własne dzieci 😉 Jako że musiałam na własne poczekać to tylko po cichu podczytywałam blogi mam prowadzących ed. Najbardziej od zawsze podobało mi się u HSlinum i o takiej edukacji w rodzinie marzyłam u siebie 🙂
Dla przejrzystości i uczciwości napiszę, że mój mąż nie w pełni popiera naszą domową edukację. Ma jednak zaufanie do mnie i dzięki temu wyraził na nią zgodę. Albowiem, żeby dzieci mogły zostać objęte obowiązkiem szkolnym poza szkołą zgodę muszą wyrazić oboje rodzice. mamy troje dzieci, które nigdy nie chodziły do placówek.
Edukację domową traktuję całościowo i dlatego bardziej odpowiada mi określenie wychowanie w rodzinie. Wychowanie bowiem obejmuje całego człowieka: umysł, ciało i ducha. W moim pojęciu ten harmonijny rozwój jest niezbędnie konieczny by wychować człowieka dojrzałego i szczęśliwego. A w domu, rodzinie jest do tego miejsce idealne.
Edukację w domu traktuję jako:
- dobry czas na budowanie relacji w rodzinie, pomiędzy rodzeństwem,
- możliwość wychowywania dzieci w wierze, przekazywanie wartości,
- jako wspaniałą przygodę, także dla nas rodziców, wspólnego poznawania świata,
- brak konieczności oceniania i porównywania z innymi (moje dzieci nie znają ocen i mamy jedną z podstawowych zasad, że porównywać możemy się tylko sami ze sobą tzn. każdy może uczyć dostrzegać w czym stał się lepszy, czego się nauczył albo gdzie nie domaga),
- możliwość zdobycia rzetelnej wiedzy, uczenia się całościowego, blokowego oraz dostosowania do indywidualnych predyspozycji dzieci,
- szansę odkrywania własnych talentów, zainteresowań,
- możliwość dogłębnego poznania dzieci, ich charakteru, upodobań.
Moje negatywy ed
Osobiście dla mnie negatywnymi skutkami ed jest:
- uświadomienie sobie swoich największych wad i braków 😉
- niezrozumienie zwłaszcza wśród części najbliższej rodziny (choć zdumiałam się kilka razy, bo tam gdzie spodziewałam się ataku otrzymałam pozytywny odbiór i zrozumienie),
- niższy standard życia, bo finanse przez brak mojej pracy zawodowej są zdecydowanie niższe,
- ograniczony czas na ciszę i samotność 😉
- odpowiedzialność,
- badanie w poradni pedagogiczno - psychologicznej,
- ocenianie moich dzieci przez innych.
Niemniej jestem z tych co widzą prawie zawsze szklankę do połowy pełną niż pustą, więc negatywy niezbyt mocno mi dokuczają. Przy odpowiedniej interpretacji można nawet uznać je za pozytywy 🙂
Wątpliwości
Czy mam wątpliwości?
Co do decyzji o nauczaniu domowym - nie.
Wątpliwości najczęściej dotyczą drobnostek np. że za mało robimy, że za mało systematycznie, że za mało wychodzimy... Rozmywają się one jednak gdy porozmawiam z innymi mamami w ed, gdy stanę do modlitwy, gdy odpocznę, gdy pobędę sama ze sobą.
Pozytywy ed
- za codzienność!
- relacje pomiędzy rodzeństwem i w rodzinie, budowanie więzi,
- wolność, spokój,
- czas na wspólną, modlitwę, czytanie Pisma św.,
- pewien stały rytm tygodnia, roku,
- możliwość życia zgodnie z rokiem liturgicznym i porami roku,
- łączenie wiedzy z różnych dziedzin, pokazywanie świata jako całości,
- samodzielność w nauce,
- możliwość obserwacji dzieci, ich rozwoju,
- wzajemne wspieranie pomiędzy rodzeństwem, brak rywalizacji,
- brak ocen, porównań,
- czas na szkołę muzyczną i inne dodatkowe zajęcia, harcerstwo,
- mój stały rozwój osobisty, praca nad sobą,
- dostosowanie tempa do naszych potrzeb i możliwości,
- za budowanie poczucia wartości,
- za czas na rozmowy, wyjaśnianie świata i wątpliwości,
- dużo przeczytanych wspólnie, głośno książek,
- różne domowe, rodzinne rytuały,
- więcej wolnego czasu,
- kreatywność w wymyślaniu zabaw, zadań, nauka wzajemnej współpracy,
- nauka obowiązków, różnych zadań domowych,
- możliwość chronienia ich wrażliwości, delikatności, niewinności.
'Negatywne' zarzuty
Chciałabym się odnieść choć w kilku zdaniach do różnych negatywnych opinii, które słyszałam lub pytań o negatywnym zabarwieniu.
Nauczanie domowe nie jest u mnie w opozycji do szkoły. Uważam, że to dwa różne światy, rodzina obejmuje temat całościowo, a szkoła tylko wg sztywno narzuconych programów. Uważam, że moje dzieci spokojnie poradziłyby sobie w szkole, nie jest więc to ucieczka przed nią.
Nie obawiam się też braku socjalizacji, bo homeschooling to nie jest przecież zamknięcie dzieci w domu. Myślę, że nawet mamy więcej możliwości do rożnych kontaktów z innymi, bo mamy trochę inaczej ułożony czas.