Przeskocz do treści

1

świat się kręci a ja z nim, nie wiadomo co szybciej ja czy świat;)

w pracy jeszcze nie wiedzą że daję nogę, ponieważ jeszcze nie dostałam pisma, więc grzecznie siedzę i delikatnie sprzątam po sobie:) a pracy mam jeszcze hoho... nie lubię po sobie zostawiać niewyjaśnionych sytuacji i spraw... działam aż furczy;)

jutro mam malutką sesję fotograficzną do wcześniej wspomnianego już przeze mnie artykułu, który będzie w gazecie o mojej pasji:)

jeden front sobie odpuściłam - sercowy, przynajmniej na razie, pozornie niby jestem zaangażowana, ale mój umysł sobie odpuścił, gorzej z sercem, ale usilnie nad nim pracuję... a może byłoby lepsze trzasnąć drzwiami i powiedzieć 'do widzenia'? Nie wiem, nie umiem podejmować drastycznych decyzji, za dużo analizuję, oceniam szkody, najmniej licząc się sama ze sobą

Wielką frajdę sprawiają mi ostatnio dwie rzeczy:

po pierwsze odrywanie siebie, swoich darów, talentów, pasji, przyjemności... sama siebie zadziwiam... potrzebne mi to bardzo.. może w końcu uwierzę w siebie?

po drugie na nowo zakopałam się w poszukiwaniach genealogicznych - normalnie żyłka detektywa we odżyła

buziaki ślę

1

zbieram się od kilku dni do napisania, nawet mam o czym, tylko jakoś bokami robię;)

mogę się pochwalić iż otworzyłam swoją stronę genealogiczną przedwczoraj i jestem bardzo z siebie dumna:D nawiązałam sporo nowych znajomości rodzinnych, niektóre sa nawet nadwyraz płodne i sporo moge uzupełnić...

zbieram też chęci na grzebanie w archiwach, mam tropy, ale czasu brak na ich sprawdzenie... gdzieś w lipcu lub sierpniu wybieram się (przez Muminkowo ) w strony moich dziadków poodwiedzać i może COŚ odnaleźć

z bieżących aktualności byłam na rozmowie kwalifikacyjnej, bo nadal poszukuję pracy, wprawdzie nieco anemicznie, ale 1-2 rozmowy w miesiącu zaliczam:) Najlepsze to ja Wam dopiero opowiem, jak się komuś coś podobnego przytrafiło to możemy sobie przybić piątkę .

Otóż przyszłam na rozmowę 5 minut przed czasem, czekam na korytarzu, podjeżdża winda, otwierają się drzwi i..... wychodzi mój szef z kierowniczką ... jeeeju byłam równie zaskoczona co oni. Szybciutko się opanowałam, powiedziałam 'dzień dobry', szef się pyta: 'a co Ty tu robisz?', a ja: ' a nadrabiam zaległości' i wszyscy umilkli, a kierowniczka podchodzi do mnie i cichaczem pyta: 'Masz rozmowę w sprawie pracy?', ja: 'tak', przez chwilę pogadaliśmy o jednej dziewczynie od nas i cisza...

Po 5 minutach (najdziwniejszych dla mnie) oni zostali poproszeni na podpisanie umowy, a ja po chwili weszłam na rozmowę.... niezły numer prawda

Na dodatek akurat tam gdzie się staram to jest dość rzadkie miejsce wizyt mojego szefostwa, no ale ja miałam tą 'przyjemność' właśnie ich tam spotkać 🙂

dobra kończę, bo jeszcze przegonię Polluśkę