Przeskocz do treści

6

Majowe dni biegną swoim rytmem, co wieczór zbiórka w kuchni na litanii, zmuszam się w to wiatrzysko jednak wychodzić do ogrodu... I czekam pełna nadziei, że wreszcie będą prawdziwe majowe dni czyli ciepłe 🙂

Zapomniałam ostatnio uwiecznić, że bociany przyleciały ok. 25 kwietnia, jak już prawie straciliśmy nadzieję 😉 Nawet widziałam z dziećmi walkę bocianów o gniazdo 🙂 Teraz boćki przylatują do nas na łąkę raz na obiad, raz na kolację. Ostatnio też posiedział nam 40 minut na kominie i sąsiad się śmiał, że nas coś wybitnie lubi w tym roku 😉

Jaskółek jeszcze nie ma, dopiero drugi dzień jakieś zwiady nadlatują, ale naszych jeszcze nie ma. Dziś przy obiedzie mieliśmy zryw radości, że przyleciały, ale to nie nasze były i poleciały 😉

W tak zwanym międzyczasie zrobiliśmy bułeczki drożdżowe z serem z przepisu od Gąski. Agnieszka ma świetne przepisy!

Ogród jeszcze wstyd pokazywać, bo nie skończyłam chwastów wyrywać i siać. Sporo kwiatów zostało mi jeszcze do wysiewu. Pomidory wczoraj wysadziłam w szklarni, więc jest dla nich szansa 😉

Poza tym przygotowuje się Marcelina do egzaminu w szkole muzycznej, jeszcze jeden utwór - menuet - musi opanować pamięciowo. Resztę utworów tylko musimy doszlifować. Będzie pewnie trudniej, bo mało ćwiczyła z akompaniamentem. Wszystko niestety nadal mamy zdalnie. Egzamin podobno niezdalnie 😉

Marcelina od kwietnia wreszcie ma normalne wizyty u dentysty! Nasza Pani Doktor wszystkim się tym chwali 🙂 Do tej pory nie dawała zrobić zębów, a nawet zajrzeć był problem. Raz nawet miała wizytę prawie godzinną, bo panie próbowały ja różnymi sposobami skłonić do współpracy 😉 nie pomogło hehe twarda sztuka.

A tu poszliśmy w kwietniu na wizytę, ja zupełnie nie przekonana że coś z tego będzie, a tu niespodzianka! Nie dość, że dała się znieczulić to zrobiła od razu dwa 😉 Dziś też byliśmy i też poszło świetnie. Mamy więc chyba już to opanowane.

Zatem żegnam się dziś i do następnego, mam nadzieję, majowego wpisu 🙂 Dobrej nocy!

8

Pewnego, lipcowego, popołudnia wybraliśmy się na wycieczkę do pałacu w Zatoniu. Jest to wieś wchłonięta przez Zieloną Górę. Byliśmy tam już kiedyś z Onym, ale wtedy pałac był zarośnięty dziczkami, a park mocno zdziczały i miał świetną huśtawkę z opony 😉
Pałac w Zatoniu w okresie świetności (zdjęcie z Wikipedii)

Aktualnie pałac oczyszczono, zamontowano oświetlenie, odbudowano oranżerię. Prace trwają nadal przy oranżerii.

Po pałacu można pospacerować, posiedzieć na schodach, uruchomić wyobraźnię 🙂 Jest także dość rozległy park z tarasem widokowym na pałac.

Na stronie Lubuskiego Konserwatora Zabytków można poczytać więcej o historii pałacu.

6

W tym roku postanowiliśmy zacząć systematycznie poznawać naszą najbliższą okolicę czyli Ziemię Lubuską. Zaczęliśmy 5 km od nas, w Laskach i dobrze trafiliśmy, bo po koszeniu traw 😉 Zatem park podworski w Laskach zaprasza!
Pałac od frontu
Pałac od ogrodu/parku

Park znajduje się prawie na końcu wsi, witają nas murowane słupy wjazdowe - brama. Park pałacowy zachował się z zabudowaniami folwarcznymi - oranżerią, choć jest nieco uszkodzony. Pałac niestety wojska radzieckie zniszczyły w 1945 roku, a po wojnie został rozebrany. Aktualnie podczas prac rewaloryzacyjnych wyodrębniono zarys pałacu, postawiono kraty obrazujące wielkość pałacu. Fajnie to wygląda i dzieciom łatwiej wytłumaczyć.

Park jest piękny! Odtworzono ścieżki - aleje parkowe, więc można się śmiało spacerować i odkrywać stare, ogromne drzewa oraz różne zakątki parku. My odkryliśmy labirynt utworzony z posadzonych i przystrzyżonych grabów, zachowany basen z fontanną, a najbardziej chyba oranżeria. Całość w ogromie zieleni wygląda przepięknie.

Największe wrażenie zrobiły na mnie aleje lipowe, a byliśmy akurat w okresie kwitnienia. Są potężne i niezwykle urodziwe.

Do parku wprowadzono, obok rodzimych drzew, również rośliny aklimatyzowane, np.: tulipanowce, daglezje, lipę amerykańską, cypryśnik błotny i klon srebrzysty. Bardzo widać tą różnorodność i bogactwo drzewostanu.

Wiedzę o historii parku zaczerpnęłam ze strony Lubuskiego Konserwatora Zabytków.

Gdyby ktoś się wybierał to zapraszamy na kawę, bo zapewne będzie przejeżdżał koło naszego domu. My wybieramy się jesienią by podziwiać i zachwycać się zmianą kolorów 🙂