Przeskocz do treści

5

Trwam w zawieszeniu pomiędzy 38 a 39 tygodniem ciąży. Niby jeszcze popełniam mnóstwo rzeczy, bo czas się kończy, a z drugiej strony czekam na finał, by inne wprowadzić w życie 😉 Nie dogodzisz 😉 U nas powoli tryb jesienno - zimowy się włączył, a pierwszym tego objawem jest szybsze spanie dzieci. Generalnie powoli przeskakujemy z godz. 20.30 na 19.30, bardzo lubię ten czas, bo wieczory nam się małżeńskie wydłużają 🙂 I w ciąży już niedługo nie będę, więc będzie jeszcze większa przyjemność, bo marudzenie odejdzie o niewygodach i uciskach 😉

Dzieci drugi dzień smarczą się, a ja od dziś dołączyłam do nich. Mam poczucie, że dziś dogorywam... a jutro lekarz i pewnie będzie skierowanie do szpitala. Dziś nawet w dzień pospałam, książkę kolejną skończyłam i chyba na za wiele więcej mnie dziś nie stać 🙂 Torbę dziecka na wyjście mam spakowaną, dla siebie niestety jeszcze nie, ale czeka w gotowości na wypełnienie 😉

Mogę zameldować, że zgodnie z zamierzeniami z poprzedniego wpisu zaczęliśmy jego realizację. Dzieci o wiele więcej rozumieją niż się spodziewałam i przy okazji my też z tego korzystamy, a czasem nawet nasi goście.

Dzień ze św. Matką Teresą z Kalkuty  - zaczęliśmy wstępem przy śniadaniu, gdzie wyjaśniłam im mniej więcej zasady i po co chcemy się zaznajamiać ze świętymi. Swoją drogą nasze codzienne śniadania ewoluują od jakiegoś czasu i są jeszcze bardziej rozbudowane o rozmowy i czytanie książek w trakcie. Następnie po ogarnięciu podstawowych spraw domowych, włączyłam im film animowany o św. Matce Teresie, ale po ok. 5 minutach wyłączyliśmy, bo był za trudny dla Marceliny. Porozmawialiśmy jednak o Matce Teresie, co robiła, dlaczego i dla Kogo. I temat  wracał przez cały dzień fragmentami.  Wieczorem przy kolacji opowiedziała wszystko Tacie i zadziwiła mnie ilością zapamiętanych informacji oraz ich zrozumieniem.

8 września było święto Narodzin Najświętszej Maryi Panny i zapomniałam o tym... Duch Święty jednak działa, bo rano przypadkiem usłyszałam fragment audycji i mnie olśniło 😉 Zatem po wstępnym 'rabanie' i konkursie kto ma dziś urodziny zabraliśmy się za pieczenie tortu dla Maryi. To był dobry pomysł, bo był fajnym wejściem w rozmowę o Maryi, Jej Rodzicach i narodzinach. 

14 września było święto Podwyższenia Krzyża Świętego i najważniejsza okazała się dekoracja krzyża w naszym domu oraz rozmowa wynikła z tego. Wieczorem zaś wspólna modlitwa przy owym krzyżu.

Z Marceliną zaczęłyśmy jeździć w tym na akrobatykę, bardzo jej się podoba i nieustannie ćwiczy. Z kilku względów od tego tygodnia przenosimy się jednak do zespołu ludowego, bo znalazło się miejsce. Sama zainteresowana jeszcze nie może się zdecydować czy się cieszy 😉 Ćwiczeniami będzie musiała się zadowolić na własnym podwórku 😉

Generalnie to są na etapie budowania nowych baz, bo stale nie mogą się zdecydować na lokalizację. I w ciągłej gotowości do wycieczek, wiele mamy zaplanowane po narodzinach Antosia. Oby wyszło!

I rządzą jako królowie huśtawki, której wreszcie się częściowo dorobiliśmy. Częściowo, bo siedzisko będzie inne.

 

Stacey też mnie już odpowiednio na jesień nastraja 🙂

4

Mamy już drugą połowę listopada, dwa tygodnie mi śmignęły nie wiem kiedy. U nas powoli czas  się zaczął zmieniać na przedadwentowy, rozpoczęłyśmy z Marcysią od nastawienia  piernika i gdyby kto miał ochotę to bardzo serdecznie go polecamy! Jeszcze śmiało można go zrobić - Jest bardzo smaczny, duży, trzeba go zrobić tydzień przed świętami i może długo stać 😉

Moje pomysły na tegoroczne przeżywanie Adwentu zaczynają się krystalizować, chyba już wiem co będzie, teraz tylko muszę skończyć wszystko przygotować. Rozpiskę już mam, większość zadań rozpisanych na brudno też. Jak skończę to się  podzielę, może ktoś skorzysta 🙂

Przyznam się, że męczą mnie wyjątkowo w tym roku te wszystkie zdjęcia i wpisy okołoświąteczne. Nawet przez to na IG przestałam zaglądać, bo miałam wrażenie, że większość już świętuje Boże Narodzenie. A później nie dziwne, że po 1 stycznia już są zmęczeni świątecznymi ozdobami i tęsknią za wiosną 😉 Jakoś niski poziom tolerancji mam w tym roku.

Wpis piszę chyba 3 dzień, bo znowu wpadłam w niebezpieczne progi internetu i czytania bezsensownych stron czy wręcz ploteczek. Bynajmniej nie działa to na mnie odmóżdżająco i pozytywnie. Wzięłam się zatem w kraby, by wyrzuty sumienia mnie nie zjadły i bym książkę, którą czytam skończyła. Chciałabym Wam o niej napisać, bo jest warta przeczytania i choć został mi jeszcze tylko rozdział to wszystkim na około już o niej mówię... hahaha...

Dla fanów królika Wacka - dawno nic o nim nie pisałam, a to jest ciekawe stworzenie haha... nazywamy go teraz podwórkowym pieskiem 😉 Biega już po całym podwórku, jak mnie widzi na ogrodzie to wie że pora wieczorna i trzeba iść do klatki, nie ucieka nigdzie w krzaki i chaszcze - no ma chłopak potencjał na nasze dalsze wspólne życie 😉 Dwa razy tak mnie wkurzył, że zagroziłam mu pasztetem 😉 Generalnie lubimy się 😉

aaaaaa i zapomniałam pochwalić męża mego, bo wreszcie kurnik zrobił! W nowym roku kury będą i jajeczka swoje 🙂 Nie mogłam się doprosić, ale cierpliwość została nagrodzona.

Józek wpadł pod kosiarkę czyli jest króciutko obcięty i wydoroślał od razu, chyba zaczął fazę buntu dwulatka i ma chłopak moc w stawianiu na swoim 😉 bawią się razem z Marceliną i równie dużo tłuką, mówi: mama, mamo, tata, Cysia, baba, ciocia, co, nie ma itd., zjada kredki, kocha wszystkie gniazdka, kabelki, śrubokręty oraz wszelkie wysokości.

Marcelina tak samo często mówi, że kocha Józia jak go nie kocha 😉 nadal uwielbia i chodzi wyłącznie w sukienkach, czym mnie zawstydza, namiętnie maluje żyrafy i inne zwierzęta, często udaje kotka (na co ja już nie mam cierpliwości), codziennie czytamy książki, ostatnio jakieś stare i starunieńkie [nie obmyśliłam jeszcze strategi jak je uporządkować a muszę, bo robi się bałagan], jest cudną dziewczynką i wciąż nie mogę się nadziwić że jest 🙂

 

6

Listopad. Wyjątkowo w tym roku w odpowiednio wolniejszym tempie. Tak jak lubię z długimi wieczorami, dobrą herbatą, książką i muzyką, którą na nowo odkrywam.... ahhh jakie starocie z kartonu wyciągam i jak się przyjemnie słucha! 🙂 I nie mam wyrzutu sumienia, że siedzę na kanapie i czytam, chyba wracamy do pełni normalności po remoncie i przeprowadzce. Wreszcie! 🙂

Nie zrobiłam jeszcze podsumowania pierwszego postu Dąbrowskiej, a od jutra już zaczynam rundę drugą. Pierwszy zakończyłam na 26 dniach, zrobiłam słuszną przerwę i mam zamiar wytrwać teraz 21 dni. Oby się udało.

Przy okazji sprzątania kartonu ze starymi zgromadzonymi przepisami kucharskimi doszłam do wniosku, że zmieniłam się, że dojrzałam, że wiem co chcę i w kuchni i w domu i w życiu. Jakże to ułatwia życie! Człowiek mniej się miota z podstawowymi sprawami, prawie nie zwraca uwagi na to co inni sądzą o tym co robisz czy nie robisz. To chyba wolność 🙂

Zaczęłam jakiś czas temu na nowo przygodę z bullet journal, ale w wersji bardzo uproszczonej i ta wersja bardzo się sprawdza. Poprzednim razem gdy zaczynałam to zbyt wzbogaconą i nieprzemyślaną wersję zaczęłam, więc szybko ta wersja upadła. Na razie o dziwo mniej karteczek mam, większy porządek i większe ogarnienie zaległych spraw 🙂

Z naszego życia parafialnego. W niedzielę mamy zaszczyt przywitania naszego Biskupa w parafii. Stres mam ogroooooomny, Ony prawie wcale i to jest zaskakujące... haha.. nawet najpierw Proboszczowi powiedziałam, że my chyba nie, bo Ony się nie zgodzi. Wracam do domu, pytam Onego a on na luzaku twierdzi, że nie ma problemu 😉
I kronikarzem parafialnym zostałam, właśnie kończę uzupełniać kronikę i mam przy tym dobrą zabawę 🙂
Cieszę się bardzo, że zakorzeniamy się w naszej parafii, powoli oddalamy się od naszej dotychczasowej wspólnoty, choć czasami nam serce się wyrywa, bo mamy tam przyjaciół, ale odczytujemy nasze miejsce wzrastania jest w parafii.

Na koniec chciałam się podzielić czymś do oglądania - film "Proroctwo". Pewnie większość już oglądała, ale gdyby jeszcze ktoś nie oglądał to zapraszam!

I czymś do poczytania - wywiad z o. Augustynem Pelanowskim Nie ma rodziny bez Boga