Przeskocz do treści

6

Jestem po urlopie. Nie wiem kiedy minął, ale jadąc dziś do pracy stwierdziłam, że nawet ociupinkę odpoczęłam. Netu nadal nie mam, siła wyższa i już nawet mnie to nie denerwuje 😉

Mój ogródek zaczął szaleć z prawie miesięcznym opóźnieniem, ale zrobiło się kolorowo i pachnąco, z bogactwem motyli, które mnie zadziwiają 🙂 Bób z groszkiem w tym roku oszalał. Bardzo przyjemny jest spacer z koszyczkiem do ogródka by narwać bobu 🙂

 

 

Jagodowo też jestem zabezpieczona na rok 😉

 

Remont wszedł w decydującą fazę wykończeniową. Dziś w znacznej mierze kończy Ony z chłopakami zakładać regipsy na sufity. Za tydzień Pan Płytkarz ma prawie dosłownie wpaść i położyć płytki podłogowe i pod prysznicem. Generalnie nie nastawiam się za bardzo na płytki tylko  na malowanie, jakoś płytki do mnie nie przemawiają.
Powoli mam wizję końcową prawie każdego pomieszczenia w domu i ogólnie koncepcję całości. Inspiracji raczej już nie zamieszczę na blogu, bo z inspiracjami przerzuciłam się na Pinterest [KLIK] 😉
Zaczęłam też, co widać wstępnie w poprzednim poście, odnawianie zgromadzonych starości, trochę jeszcze wstrzymuje mnie brak miejsca, bo każdy możliwy zakamarek mamy wypełniony czymś. Czekam sierpnia, możliwości przeniesienia części rzeczy do domu i zwolnienia miejsca w stodole.
Ostatnio poczyniłam to:

 

 

 



Dobrego weekendu!
My mamy sobotę zakupową, wybieramy kafle i wszystkie elementy łazienki ;-)))

 

13

Weekend zaczął się i skończył nie wiem kiedy 😉
Właśnie usiłuję sobie przypomnieć co robiłam popołudniem w piątek i nie potrafię.. aaaaaaa  już wiem, posprzątałam balkon, bo z lekka zaniedbany był, kwiaty poprzestawiałam i poczułam zapach sierpniowy, informujący, że lato się ma ku końcowi niestety.. nawet kwiaty i drzewa już inne  kolory przybierają..
jeszcze miecze w ostatniej odsłonie tego lata 🙂
Sobota zaczęła nam się niezwykle miło i zaskakująco, bo podczas zakupów ogórków nadarzyła się okazja zakupu prawdziwego mleka 🙂 Ależ mieliśmy radochę! O dziwo mimo, że wychowana na krowim mleku zapomniałam już, że mleko pachnie 🙂 Będziemy jutro robić ser - twaróg :-)))
Potem pojechaliśmy do rodziców i do ogrodu - dyniowate rosną i kwitną- wyglądają pięknie!
Popołudniem zaczęliśmy walkę z ogórkami, pływała ich cała wanna, a i tak mamy wątpliwości czy nie za mało. Zrobiliśmy korniszony normalne i na ostro oraz kiszone. Niedziela nam upłynęła na pasteryzacji,inaczej nie dało rady.
W międzyczasie wypróbowałam nasz nowy nabytek - sokownik, zrobiłam sok i mus jabłkowy. Z soku mniej, ale z musu jestem MEGA zadowolona 🙂
Widziałam, że już jarzębina i czarny bez dojrzewa, więc powoli zbieramy siły do zbierania 🙂
I tak po weekendzie nastał poniedziałek, który okazał się równie pracowity, a nawet bardziej, bo wyjazdowy. Na dodatek okazuje się, że nie liczą mi się nadgodziny, bo jestem pasażerem a nie kierowcą auta 🙁

W piątek miałam robione badanie - rezonans  magnetyczny głowy, ponieważ mam podejrzenie gruczolaka przysadki mózgowej. Wynik już jest, ale nie mogę go zobaczyć, bo najpierw musi to zrobić lekarz, a to dopiero będzie za tydzień we wtorek.  Jeśli się potwierdzi to będzie prawdopodobnie przyczyna naszego braku potomstwa.

dobrej nocy albo dnia! [zależy kto kiedy to przeczyta] 🙂

17

Witam poniedziałkowo 😉
Właśnie wygrałam aukcję na allegro i stałam się właścicielką sokownika. Cieszę się bardzo, bo to było coś czego mi brakowała i utrudniało życie w okresie letnio - jesiennym. Radość moja jest tym większa, bo kupiłam taniej o 50 zł niż w poprzedniej aukcji, którą przegrałam 🙂
W zeszłym tygodniu zrobiłam moją pierwszą nalewkę z czerwonej porzeczki, teraz przez jeszcze 4 tygodnie będzie wygrzewać się na słońcu i nabierać mocy 😉 Orzechówka jeszcze mi się marzy tylko nie wiem czy już nie za późno, bo znowu zapomniałam wczoraj zerwać zielone orzechy z drzewa, a w mieście to ja pewnie takich nie dostanę ;-))
 Cały weekend wsiowy mieliśmy. Sobota to był dzień sądu dla kurzu, pająków, niepotrzebnych rzeczy itd. - w domu na koniec tak przyjemnie się zrobiło i jakby jaśniej 😉  Zadaniem drugim było odnalezienie naszego miejskiego kota, którego końcem czerwca wywieźliśmy na wakacje na wieś. Niestety kotka zaginęła w akcji i od 2 tygodni ślad po niej zaginął. Ony wielce niepocieszony i jego ulubionym powitaniem na wejście do domu stało się zawołanie "Gdzie jest moja Xenka?" 😉
Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie 😉

 

a Pepe - szczęściarz rządzi kocią okolicą 😉
Bonusem weekendu była poranna kawa na schodach w słońcu, człowiek odzyskuje właściwą perspektywę całego dnia i żadne sprawy mu nie straszne. Coś pięknego i czarownego! I tego mi będzie brakować najbardziej 🙂
dobrego tygodnia!