Przeskocz do treści

17

Alleluja! Jezus żyje!
 

 

W terminie jestem już prawie. Generalnie żyję już tylko tym i nie pamiętam, żebym przy Marcelinie tak oczekiwała finału 😉
W tej ciąży chyba najtrudniej pogodzić mi się z niemocą, własną słabością i ograniczeniami. Raczej człowiekiem czynu jestem a tu trzeba  w pokorze się ćwiczyć. A może to akurat było dobre na Wielki Post.
Te ostatnie tygodnie ciężko znoszę, fizyczna niemoc mnie dopada częściej niż się mogłam spodziewać, a dodatkowo mam wrażenie, że przechodzę jakieś zgąbczenie mózgu 😉
Po raz pierwszy od wieeeelu lat na święta nie robiłam NIC poza jedną sałatką dla nas. Dałam radę być jeszcze na Liturgii Wielkoczwartkowej i Wielkopiątkowej, ale już na następnych nie.  Wczoraj nawet przy stole nie posiedziałam, przynajmniej się nie przejadłam 😉

Najzabawniejsze jest to, że wcale nie czuję się przygotowana do przyjęcia Józia w domu, cały czas bardziej widzę to czego brakuje, co jeszcze należałoby zrobić i przygotować, ale sił nie mam. W każdym razie ostatnią nowością jest kocyk Józiowy i się nim pochwalę 😉

 

W tak zwane dobre dni wysiałam wszystko co miałam do wysiania czyli parapety są zastawione i żyją swoim życiem, całkiem bogatym zresztą.  Ony już powoli kończy opanowywanie części chaszczy, następnym razem zabiorę aparat i pieśń pochwalną na jego cześć wyśpiewam za ciężką pracę, którą zrobił 😉
Sianie chyba też przypadnie mu w udziale w tym roku, w każdym razie w tym tygodniu powinna do ziemi iść pierwsza partia nasion.
Na razie pokażę chaszcze i prawie nieustannie palące się ognisko 😉

 

dym bez końca 😉

 

 

Drzewa owocowe i krzaki poprzycinaliśmy, co niektórym daliśmy ostatnia szansę i albo zaczną rodzić albo pójdą do ścięcia.

w tym roku byłam pomysłowa w etykietach 😉

 

Spiżarnia wreszcie uzyskała półki, półeczki i szafeczki, jak ją skończę po porodzie to zaprezentuję w całości skończoną 🙂

Największa miłość Marcysi - huśtawka, czyli mam coś z mamusi 😉

I zaczęłam malować skrzynki - na razie skończyło się na jednej, bo mi siły opadły 😉

Dla pamięci Puchacza zaprezentuję, bo musieliśmy się z nim pożegnać

Krokusy jedne
z ocalałych. Marcelina bowiem pozrywała mi pewnego pięknego dnia prawie
wszystkie krokusiki... aaaa.. ale przyniosła mamusi 😉

6

Od jakiegoś czasu chodzę koło tego wpisu i próbuję go napisać, ale mi nie idzie. Chyba za dużo się dzieje na raz i odzwyczaiłam się od pisania blogowego. Tak samo jak nie odwiedzam Koleżeństwa Blogowego i czasem (nawet często) mi głupio z tego powodu. Nie wiem czy będzie lepiej, życie realne mnie pochłania, a brak dostępu do netu w trybie normalnym (czyt. domowym) skutecznie uniemożliwia mi realizację zamysłów blogowych 😉
Od początku grudnia czekamy na decyzję w sprawie dostępu do sieci i do tej pory NIE MAMY! Myślałam, że te czasy już za nami i troszczą się o klienta, a jednak nie. Dzwoniłam po raz kolejny i nic. Podjęliśmy decyzję zatem, że jeszcze tydzień czekamy i weźmiemy inne opcje pod uwagę. Chociaż kablowy internet to byłoby najlepsze rozwiązanie.

 

Pamiątkowo dla siebie zapiszę, że Marcelina ma 19 miesięcy i:
biega, ćwiczy, mówi jak najęta w swoim języku, ale dogadać się jak najbardziej można, wie gdzie ma nos i oczy, jakie dźwięki wydają zwierzęta, świetnie sprząta i pomaga w kuchni, przesłodko się śmieje, nadal ją karmię piersią, świetnie operuje łyżką, widelcem i kubkiem, myje zęby sama od trzech dni, uwielbia kręcić się w kółko, układa pasjami klocki, fajnie naśladuje drugiego człowieka, śpiewamy razem kolędy (a naszą ulubioną jest „Gdy śliczna panna”), za książeczki daje się kroić, jedzeniowo preferuje: kapustę kiszoną, ogórki kiszone i w occie, makaron, rosół i inne zupy, paprykę i ketchup, uroczo się wstydzi, ostatnią nowością i ulubioną zabawą jest chodzenie w dorosłych kapciach i w ogóle baaardzo samodzielna jest… więcej na ten moment nie pamiętam, ale codziennie jest cos nowego 🙂
Zadziwia mnie i zdumiewa tempo w jakim się dziecko rozwija. Myślałam, że to trochę inne tempo 😉
Najbardziej czekam kiedy wreszcie słuchać będzie bajek, na razie książki kocha, ale nie czytanie 😉

 

Husar, reszta zdjęć nie lubi 😉

Rodzina nam się powiększyła i to dość znacznie jednego dnia - mamy trzy małe-już niemałe kotki. Na razie prorokujemy, że są dwa kocury i jedna kotka. Jeden zwać się będzie Adhd, drugi Husar, a kotka pozostaje bezimienna 😉
W niedzielę rano, przy śniadaniu, Adhadowiec się wykąpał w beczce. Krzyk koci był na całym podwórku i kot uratowany suszarką 😉

Choinka wraz częściowymi ozdobami świątecznymi wczoraj poszły spać do przyszłej zimy. Nie mam weny świątecznej,Nic a nic.Marzę o wiośnie prawdziwej, a nie tej udawanej zimowej 😉
Tulipany albo krokusy już mi wychodzą w doniczkach, które posadziłam na jesieni.

Podsumowanie czas by było zrobić zeszłoroczne. Rok szczególny był dla nas.
Może następnym razem się uda i by nie w grudniu 😉

17

Witam poniedziałkowo 😉
Właśnie wygrałam aukcję na allegro i stałam się właścicielką sokownika. Cieszę się bardzo, bo to było coś czego mi brakowała i utrudniało życie w okresie letnio - jesiennym. Radość moja jest tym większa, bo kupiłam taniej o 50 zł niż w poprzedniej aukcji, którą przegrałam 🙂
W zeszłym tygodniu zrobiłam moją pierwszą nalewkę z czerwonej porzeczki, teraz przez jeszcze 4 tygodnie będzie wygrzewać się na słońcu i nabierać mocy 😉 Orzechówka jeszcze mi się marzy tylko nie wiem czy już nie za późno, bo znowu zapomniałam wczoraj zerwać zielone orzechy z drzewa, a w mieście to ja pewnie takich nie dostanę ;-))
 Cały weekend wsiowy mieliśmy. Sobota to był dzień sądu dla kurzu, pająków, niepotrzebnych rzeczy itd. - w domu na koniec tak przyjemnie się zrobiło i jakby jaśniej 😉  Zadaniem drugim było odnalezienie naszego miejskiego kota, którego końcem czerwca wywieźliśmy na wakacje na wieś. Niestety kotka zaginęła w akcji i od 2 tygodni ślad po niej zaginął. Ony wielce niepocieszony i jego ulubionym powitaniem na wejście do domu stało się zawołanie "Gdzie jest moja Xenka?" 😉
Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie 😉

 

a Pepe - szczęściarz rządzi kocią okolicą 😉
Bonusem weekendu była poranna kawa na schodach w słońcu, człowiek odzyskuje właściwą perspektywę całego dnia i żadne sprawy mu nie straszne. Coś pięknego i czarownego! I tego mi będzie brakować najbardziej 🙂
dobrego tygodnia!